Pfff.... Skrzydło szpitalne? A co ja umierający? Albo głupi, ona myśli, że po raz pierwszy się skaleczyłem, że nie umiem się opatrzyć?
Jeszcze to jej zachowanie, ani trochę nie zaimponowało jej to, że położyłem na łopatki jej "chłopaka". No trudno, nie każda laska ma dobry gust.
Opatrzyłem wciąż cieknącą rękę gdy byłem w pokoju. Popatrzyłem się na nią i uznałem, że dodaje mi nawet uroku. Runąłem na łóżko, byłem wyczerpany.
Pewnie ten cały John czy jak mu tam, będzie się mścił. Nie dość, że ze mną przegrał to jeszcze stracił laskę. Uśmiechnąłem się na samą myśl o tym jaki musi być teraz wkurwiony. Chętnie powtórzę te walkę. I jestem pewny, że czy chcę czy nie chcę i tak będę musiał.
***
Ranek nie zapowiadał się zbyt dobrze. Ręka wyglądała coraz gorzej i jeszcze cholernie bolał mnie brzuch po tym wczorajszym kopnięciu. Postanowiłem nieco sobie ulżyć i do południa wypiłem tyle alkoholu, że straciłem całkowicie czucie i pamięć. Pamiętam tylko, że wyszedłem na spacer i pojedyncze obrazy. Wiem, że byłem z Johnem i Madeleine ale za chuja nie pamiętam co robiłem.
<Madeleine? xd>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beck. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 sierpnia 2016
Od Beck'a CD Debbry
Jak zwykle zaspany. Jak zwykle spóźniony. Szedłem w kierunku klasy, parę minut po dzwonku. Korytarz był całkowicie pusty. Zobaczyłem na drugim końcu korytarza jakąś postać. Długie włosy. Dziewczyna. Nie widziałem jej wcześniej. Ten dzień zaczynał być ciekawy gdy byłem na tyle blisko żeby zobaczyć jej twarz zdałem sobie sprawę, że to jakaś 13 lub 12 latka. Chciałem minąć ją bez większego zainteresowania, ale ta wlepiła we mnie oczy. Podobało mi się to. Lubiłem czuć się zauważony, uśmiechnąłem się delikatnie i nie mogąc się powstrzymać stanąłem przed nią i powiedziałem:
- A ty nie na lekcjach? - zapytałem spokojnie.
Dziewczyna zawstydziła się. Widocznie nie zdawała sobie sprawy jak przed chwilą oblepiała mnie wzrokiem. W końcu co się dziwić, sam czasem nie mogę napatrzeć się w lustro.
- Nie... Ja jestem nowa i nie za bardzo znam tę szkołę - powiedziała nieśmiało opuszczając wzrok.
Uśmiechnąłem się jeszcze raz. I już chciałem odejść, ale przypomniałem sobie, że na pierwszej lekcji miała być kartkówka. Przekląłem w duchu i postanowiłem po raz kolejny, dzień z rzędu zrobić sobie wagary. A skoro nie mam nic lepszego do roboty nie zaszkodzi poznać małą trochę bardziej. Gdyby była nieco starsza już bym na nią polował. Jak trochę podrośnie, będzie z niej niezła loszka.
- Jestem Beck.
- Debbra - odpowiedziała cicho.
Usiadłem obok niej na parapecie.
- Chcesz zobaczyć szkołę? - zapytałem. To może być całkiem zabawne. Nigdy nie miałem styczności z trzynastolatką, a skoro nie może spuścić ze mnie oka, spróbuję czegoś nowego i nieco się zabawię.
- Nie wiem. Miałam iść na lekcje, zaprowadziłbyś mnie do sali...
Nie skończyła, ponieważ jej przerwałem:
- Oj mała, serio kręcą cię te lekcje? Jeszcze nawet nie widziałaś szkoły. Chyba jeden dzień możesz poświęcić prawda?
<Debbra?>
- A ty nie na lekcjach? - zapytałem spokojnie.
Dziewczyna zawstydziła się. Widocznie nie zdawała sobie sprawy jak przed chwilą oblepiała mnie wzrokiem. W końcu co się dziwić, sam czasem nie mogę napatrzeć się w lustro.
- Nie... Ja jestem nowa i nie za bardzo znam tę szkołę - powiedziała nieśmiało opuszczając wzrok.
Uśmiechnąłem się jeszcze raz. I już chciałem odejść, ale przypomniałem sobie, że na pierwszej lekcji miała być kartkówka. Przekląłem w duchu i postanowiłem po raz kolejny, dzień z rzędu zrobić sobie wagary. A skoro nie mam nic lepszego do roboty nie zaszkodzi poznać małą trochę bardziej. Gdyby była nieco starsza już bym na nią polował. Jak trochę podrośnie, będzie z niej niezła loszka.
- Jestem Beck.
- Debbra - odpowiedziała cicho.
Usiadłem obok niej na parapecie.
- Chcesz zobaczyć szkołę? - zapytałem. To może być całkiem zabawne. Nigdy nie miałem styczności z trzynastolatką, a skoro nie może spuścić ze mnie oka, spróbuję czegoś nowego i nieco się zabawię.
- Nie wiem. Miałam iść na lekcje, zaprowadziłbyś mnie do sali...
Nie skończyła, ponieważ jej przerwałem:
- Oj mała, serio kręcą cię te lekcje? Jeszcze nawet nie widziałaś szkoły. Chyba jeden dzień możesz poświęcić prawda?
<Debbra?>
czwartek, 4 sierpnia 2016
Od Beck'a CD Madeleine
A to suka. Co ja jej do kurwy zrobiłem, że przyprowadziła ten cały gang.
No, to nie skończy się dobrze. Czterej chłopaków na sterydach na dodatek starszych ode mnie chcą mi wpierdolić za głupie pudełko papierosów. Zajebiście.
Jeden z nich zaczął zmierzać w moją stronę, to był chyba chłopak tej dziewczyny co na mnie na kablowała. Przynajmniej to wywnioskowałem z ich zachowania.
Zaraz za tym pierwszym zaczęli iść kolejni, zacząłem się nieco cofać.
- Czerech na jednego? Macie honor - powiedziałem sarkazmem.
John zaśmiał się. (słyszałem o nim, ale nie jestem pewny czy tak się nazywał).
- Chłopaki, on ma rację. Sam to załatwię - powiedział ściągając bluzę i podwijając długie rękawy swojej bluzki, pokazując mięśnie, i zaciskając pięści.
Tak to ja mogę walczyć. Na pewno mam większe szanse niż z czterema. Nie cofałem się już przednim, wręcz przeciwnie, zacząłem do niego podchodzić. Obok nas ustawili się pozostali. Ludzie z zespołu i osiłki Johna, otaczając nas.
Chciałem zadać pierwszy cios ale John szybko zrobił unik schylając się i z tej pozycji walną mnie pięścią w brzuch. Tak mocno, że aż odepchnął mnie w stronę jego kolegów, którzy zaśmiali się łapiąc mnie i popychając z powrotem w jego kierunku. Poczułem ciecz na ustach, otarłem ją dłonią. To był mały strumyk krwi. Rzuciłem się z powrotem w jego stronę, jednak on zablokował mój cios jedną ręką, a drugą wymierzył mi cios w nos, który również zaczął krwawić. Tym razem jednak się nie cofnąłem i od razu przystąpiłem do ataku. Kopnąłem go w brzuch, ten pod wpływem bólu ugiął się tak, że jego twarz znajdywała się nieopodal mojego kolana i jak tu nie skorzystać z takiej sytuacji? Zatem dokańczając, kopnąłem go w twarz. Trafiłem najmocniej w oko, które zaczęło robić się sine. Uśmiechnąłem się zadowolony, miałem coraz większą nadzieję, że z tego wyrwę. Jednak John zdenerwowany, że w ogóle dałem radę go dotknąć, cofnął się do swoich kumpli mówiąc:
- Nie żyjesz smarku.
Jeden z nich podał mu nóż i zaczął wracać na arenę.
- Co to ma znaczyć?! Miała być czysta walka! - zacząłem, przyznam nieco spanikowany.
- Ta? Nie słyszałem żebyśmy obmawiali zasady walki - uśmiechnął się szyderczo i wymierzył mi cios w brzuch, który zasłoniłem ręką, którą przebił. Ugiąłem się i zacząłem ściskać słoń w miejscu krwawienia. Ten jednak nie zamierzał czekać i zamachnął się po raz kolejny, wbijając mi nóż w udo. Jednak nie zbyt głęboko, bo szybko odskoczyłem.
Płacz nad ranami podczas walki nie wiele da. Muszę walczyć dalej. Puściłem krwawiące miejsca, wziąłem wdech i czekałem skoncentrowany na jego kolejne ciosy. Nie musiałem długo czekać. Lada moment był przy mnie gotowy mnie zabić. Jednak ja kopnąłem go w rękę, w której trzymał nóż, który wypadł i wylądował aż pod stopami dziewczyny. Ten chciał najwyraźniej po niego wrócić. Jednak je wiedząc, że jeśli to mu się uda, to już nie żyje. Zrobiłem coś tak haniebnego i słabego, że aż mi wstyd o tym później mówić. Najzwyczajniej kopnąłem go poniżej pasa.
Ten z bólu uklęk, nie dziwie mu się. Każdy by się ugiął pod tym "zakazanym ciosem". Kiedy taki klęczał postanowiłem go dobić i z pół obrotu kopnąłem go w twarz sprawiając, że ten się przewrócił, ściskając rękami za krocze.
- Ku*wa! Co to miało być?! - darł się w niebo głosy.
- Nie słyszałem żebyśmy obmawiali zasady walki - powiedziałem uśmiechnięty szyderczo.
Jego koledzy mieli ochotę się na mnie rzucić, wtedy to bym już naprawdę nie żył, ale powiedziałem:
- Była umowa. Walczą dwie osoby. Pokonałem go. Chcecie stracić honor dupki?
Zapadła cisza. Uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Tak myślałem.
Wyciągnąłem zwinięte wcześniej pudełko papierosów i zapaliłem jednego. John dalej leżał na ziemi. Zaśmiałem się cicho. Po czym rzuciłem niedopałkę obok jego twarzy i przydeptałem. Czułem się jak zwycięzca, nie ważne jak to zrobiłem byłem zwycięzcą. On też nie grał czysto, no bo proszę, używanie noża do walki wręcz?
<Madeleine?>
No, to nie skończy się dobrze. Czterej chłopaków na sterydach na dodatek starszych ode mnie chcą mi wpierdolić za głupie pudełko papierosów. Zajebiście.
Jeden z nich zaczął zmierzać w moją stronę, to był chyba chłopak tej dziewczyny co na mnie na kablowała. Przynajmniej to wywnioskowałem z ich zachowania.
Zaraz za tym pierwszym zaczęli iść kolejni, zacząłem się nieco cofać.
- Czerech na jednego? Macie honor - powiedziałem sarkazmem.
John zaśmiał się. (słyszałem o nim, ale nie jestem pewny czy tak się nazywał).
- Chłopaki, on ma rację. Sam to załatwię - powiedział ściągając bluzę i podwijając długie rękawy swojej bluzki, pokazując mięśnie, i zaciskając pięści.
Tak to ja mogę walczyć. Na pewno mam większe szanse niż z czterema. Nie cofałem się już przednim, wręcz przeciwnie, zacząłem do niego podchodzić. Obok nas ustawili się pozostali. Ludzie z zespołu i osiłki Johna, otaczając nas.
Chciałem zadać pierwszy cios ale John szybko zrobił unik schylając się i z tej pozycji walną mnie pięścią w brzuch. Tak mocno, że aż odepchnął mnie w stronę jego kolegów, którzy zaśmiali się łapiąc mnie i popychając z powrotem w jego kierunku. Poczułem ciecz na ustach, otarłem ją dłonią. To był mały strumyk krwi. Rzuciłem się z powrotem w jego stronę, jednak on zablokował mój cios jedną ręką, a drugą wymierzył mi cios w nos, który również zaczął krwawić. Tym razem jednak się nie cofnąłem i od razu przystąpiłem do ataku. Kopnąłem go w brzuch, ten pod wpływem bólu ugiął się tak, że jego twarz znajdywała się nieopodal mojego kolana i jak tu nie skorzystać z takiej sytuacji? Zatem dokańczając, kopnąłem go w twarz. Trafiłem najmocniej w oko, które zaczęło robić się sine. Uśmiechnąłem się zadowolony, miałem coraz większą nadzieję, że z tego wyrwę. Jednak John zdenerwowany, że w ogóle dałem radę go dotknąć, cofnął się do swoich kumpli mówiąc:
- Nie żyjesz smarku.
Jeden z nich podał mu nóż i zaczął wracać na arenę.
- Co to ma znaczyć?! Miała być czysta walka! - zacząłem, przyznam nieco spanikowany.
- Ta? Nie słyszałem żebyśmy obmawiali zasady walki - uśmiechnął się szyderczo i wymierzył mi cios w brzuch, który zasłoniłem ręką, którą przebił. Ugiąłem się i zacząłem ściskać słoń w miejscu krwawienia. Ten jednak nie zamierzał czekać i zamachnął się po raz kolejny, wbijając mi nóż w udo. Jednak nie zbyt głęboko, bo szybko odskoczyłem.
Płacz nad ranami podczas walki nie wiele da. Muszę walczyć dalej. Puściłem krwawiące miejsca, wziąłem wdech i czekałem skoncentrowany na jego kolejne ciosy. Nie musiałem długo czekać. Lada moment był przy mnie gotowy mnie zabić. Jednak ja kopnąłem go w rękę, w której trzymał nóż, który wypadł i wylądował aż pod stopami dziewczyny. Ten chciał najwyraźniej po niego wrócić. Jednak je wiedząc, że jeśli to mu się uda, to już nie żyje. Zrobiłem coś tak haniebnego i słabego, że aż mi wstyd o tym później mówić. Najzwyczajniej kopnąłem go poniżej pasa.
Ten z bólu uklęk, nie dziwie mu się. Każdy by się ugiął pod tym "zakazanym ciosem". Kiedy taki klęczał postanowiłem go dobić i z pół obrotu kopnąłem go w twarz sprawiając, że ten się przewrócił, ściskając rękami za krocze.
- Ku*wa! Co to miało być?! - darł się w niebo głosy.
- Nie słyszałem żebyśmy obmawiali zasady walki - powiedziałem uśmiechnięty szyderczo.
Jego koledzy mieli ochotę się na mnie rzucić, wtedy to bym już naprawdę nie żył, ale powiedziałem:
- Była umowa. Walczą dwie osoby. Pokonałem go. Chcecie stracić honor dupki?
Zapadła cisza. Uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Tak myślałem.
Wyciągnąłem zwinięte wcześniej pudełko papierosów i zapaliłem jednego. John dalej leżał na ziemi. Zaśmiałem się cicho. Po czym rzuciłem niedopałkę obok jego twarzy i przydeptałem. Czułem się jak zwycięzca, nie ważne jak to zrobiłem byłem zwycięzcą. On też nie grał czysto, no bo proszę, używanie noża do walki wręcz?
<Madeleine?>
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Od Beck'a CD Madeleine
Spacerowałem po szkole z tym okropnym uczuciem głodu nikotynowego. Skończyły mi się fajki, tak samo jak pieniądze za które mogłem je kupić. Więc tak oto kolejną godzinę chodzę bez celu po zamku szukając ratunku, w postaci jakiegoś dzieciaka, który chce przy szpanować i pali papierosy. Takiemu nie ma problemu zabrać kilka szlugów.
Jak na zawołanie w koncie samotnego korytarza stało dziecko. Drugoroczniak. W jednej dłoni trzymał pudełko papierosów, a w drugiej już na wpół wypalonego. Wyglądało to żałośnie ale powstrzymałem się od śmiechu. Podszedłem tylko do chłopca i powiedziałem:
- Ej. Daj mi kilka.
Zmierzył mnie wzrokiem. Patrzyłem na niego z góry, byłem pewny, że bez większych problemów zaraz dostanę to czego oczekuje. Jednak ten dmuchnął mi dymem w twarz i powiedział cwaniacko:
- A co ja caritas?
Uśmiechnąłem się pod nosem i złapałem go za kołnierz podnosząc do swojego poziomu, tak, że zaczął się dusić. Nikogo oprócz nas nie było na korytarzy więc nie krępowałem się trochę go podręczyć.
Chłopczyk dusząc się zaczął mówić:
- Dobra dobra!
Puściłem jego kołnierz, sprawiając, że chłopak upadł na ziemię. Taki cwaniaczek, a już ma łzy w oczach. Sięgnął do swojego pudełka i wyjął dwa papierosy, które mi podał. Zniesmaczony popatrzyłem i szybkim ruchem wziąłem całe pudełko zostawiając mu w ręce tylko te dwa co chciał mi dać.
- Te możesz sobie wziąć - powiedziałem i chciałem odejść.
Chłopczyk niespodziewanie pobiegł w drugą stronę. Myślałem, że nie chciał mieć ze mną nic do czynienia, ale powód był inny. Sprowadził swojego brata z 7 roku, który przyszedł z kolegami.
Widząc jak zaczynają biec w moim kierunku, obliczyłem, że moje szanse są prawie równe 0. Byli tak mocno zbudowani, że przypominali byli.
Zacząłem uciekać. Byłem od nich szybszy. Jednak wpadłem w ślepą uliczkę, popatrzyłem się za siebie jeszcze mnie nie dogonili, ale lada chwila tu będą. Zacząłem szarpać każdą z klamek, jednak wszystkie były zamknięte. Ostatnie w ostatnim momencie się otworzyła, a ja wparowałem do pomieszczenia potrącając przy tym osobę, która mi otworzyła i zamykając za sobą drzwi.
Zacząłem dyszeć:
- Blisko było - powiedziałem rozbawiony.
I dopiero teraz rozejrzałem się po pomieszczeniu, na pierwszy rzut oka rzucili mi się Conor, potem Michael, a na końcu Lucas.
- No elo - powiedziałem w ich stronę. Potem spojrzałem czym aktualnie się zajmują. - Fajnie grajdełka. Nie chce przeszkadzać, ale chwilę tu poczekam? Okey? No i git.
Potem spojrzałem w stronę drzwi gdzie stała poturbowana przez mnie postać. Była to dziewczyna. Podszedłem pewnym krokiem, złapałem jej kruchą dłoń i ucałowałem jak to całowało się damy w średniowieczu. Mówiąc:
- Wybacz mi panienko najście, ale otwierając te drzwi uratowałaś mi dupę. Jestem ci dozgonnie wdzięczny.
Potem oparłem się o ścianę i wyjąłem pudełko papierosów zapalając jednego. Pozostałe osoby w pokoju nie spuszczały ze mnie oka. Gdy w końcu się zaciągnąłem i głód zaczął przemijać powiedziałem patrząc na nich:
- Na co się gapicie? No grajcie dalej.
Madeleine?
Jak na zawołanie w koncie samotnego korytarza stało dziecko. Drugoroczniak. W jednej dłoni trzymał pudełko papierosów, a w drugiej już na wpół wypalonego. Wyglądało to żałośnie ale powstrzymałem się od śmiechu. Podszedłem tylko do chłopca i powiedziałem:
- Ej. Daj mi kilka.
Zmierzył mnie wzrokiem. Patrzyłem na niego z góry, byłem pewny, że bez większych problemów zaraz dostanę to czego oczekuje. Jednak ten dmuchnął mi dymem w twarz i powiedział cwaniacko:
- A co ja caritas?
Uśmiechnąłem się pod nosem i złapałem go za kołnierz podnosząc do swojego poziomu, tak, że zaczął się dusić. Nikogo oprócz nas nie było na korytarzy więc nie krępowałem się trochę go podręczyć.
Chłopczyk dusząc się zaczął mówić:
- Dobra dobra!
Puściłem jego kołnierz, sprawiając, że chłopak upadł na ziemię. Taki cwaniaczek, a już ma łzy w oczach. Sięgnął do swojego pudełka i wyjął dwa papierosy, które mi podał. Zniesmaczony popatrzyłem i szybkim ruchem wziąłem całe pudełko zostawiając mu w ręce tylko te dwa co chciał mi dać.
- Te możesz sobie wziąć - powiedziałem i chciałem odejść.
Chłopczyk niespodziewanie pobiegł w drugą stronę. Myślałem, że nie chciał mieć ze mną nic do czynienia, ale powód był inny. Sprowadził swojego brata z 7 roku, który przyszedł z kolegami.
Widząc jak zaczynają biec w moim kierunku, obliczyłem, że moje szanse są prawie równe 0. Byli tak mocno zbudowani, że przypominali byli.
Zacząłem uciekać. Byłem od nich szybszy. Jednak wpadłem w ślepą uliczkę, popatrzyłem się za siebie jeszcze mnie nie dogonili, ale lada chwila tu będą. Zacząłem szarpać każdą z klamek, jednak wszystkie były zamknięte. Ostatnie w ostatnim momencie się otworzyła, a ja wparowałem do pomieszczenia potrącając przy tym osobę, która mi otworzyła i zamykając za sobą drzwi.
Zacząłem dyszeć:
- Blisko było - powiedziałem rozbawiony.
I dopiero teraz rozejrzałem się po pomieszczeniu, na pierwszy rzut oka rzucili mi się Conor, potem Michael, a na końcu Lucas.
- No elo - powiedziałem w ich stronę. Potem spojrzałem czym aktualnie się zajmują. - Fajnie grajdełka. Nie chce przeszkadzać, ale chwilę tu poczekam? Okey? No i git.
Potem spojrzałem w stronę drzwi gdzie stała poturbowana przez mnie postać. Była to dziewczyna. Podszedłem pewnym krokiem, złapałem jej kruchą dłoń i ucałowałem jak to całowało się damy w średniowieczu. Mówiąc:
- Wybacz mi panienko najście, ale otwierając te drzwi uratowałaś mi dupę. Jestem ci dozgonnie wdzięczny.
Potem oparłem się o ścianę i wyjąłem pudełko papierosów zapalając jednego. Pozostałe osoby w pokoju nie spuszczały ze mnie oka. Gdy w końcu się zaciągnąłem i głód zaczął przemijać powiedziałem patrząc na nich:
- Na co się gapicie? No grajcie dalej.
Madeleine?
sobota, 23 lipca 2016
Od Beck'a CD Katfrin
Byłem zniesmaczony całą sytuacją. Ogółem uwielbiam te klimaty. Uwielbiam ból. Ból jest to coś co pokazuje ci, że jeszcze żyjesz, gdy nie czujesz bólu jest dużo gorzej bo nigdy nie masz pewności czy dalej jesteś na tym świecie. Na ringu ból jest czymś niezbędnym, jest to wskaźnik twojej wytrzymałości fizycznej i znak tak jak wcześniej już mówiłem, że dalej żyjesz. Jeśli ona nie czuje bólu, strasznie jej współczuję.
Wróciłem do swojej komnaty i usiadłem na łóżku. Nie mogłem przestać myśleć. Poza tym zdałem sobie sprawę, że od dawna nie słyszałem żadnych głosów w mojej głowie, od dawna też nie brałem udziału w żadnym fajnym, brutalnym wydarzeniu co sprawiało, że powoli zapominałem jakie to uczucie gdy krople ciepłej krwi spływają ci po twarzy, a ty ukradkiem zlizujesz ją z warg żeby poczuć ten niezwykły smak.
Otarłem twarz ręką, przy czym poczułem nieprzyjemne kucie. Co oznaczało, że czas się ogolić. Poszedłem więc do łazienki i wyciągnąłem maszynkę. Popatrzyłem się chwilę na jej ostrza, po czym pomyślałem: Kretynie rób co miałeś robić.
Zacząłem spokojnie i powoli golić twarz. W pewnym momencie, zaciąłem się nad górną wargą. Znów poczułem to przyjemne uczucie pieczenia, jednak trwało bardzo krótko, a zastąpiło je małe krwawienie. Patrzyłem się w lustro jak zahipnotyzowany, wpatrując się w krople spływające po moich ustach. Trwało to bardzo krótko bo zacięcie było małe. Zacząłem rozcierać ostatnie krople krwi po całej twarzy chcąc wywołać u siebie oszukane wrażenie jakbym brał udział w bójce. Jednak krwi było stanowczo za mało. Popatrzyłem na podłogę gdzie leżała maszynka, którą upuściłem.
- Nawet o tym nie myśl - powiedziałem sam do siebie, gdy moje ciało chciało już się po nią schylać by wyjąć ostrza i...
Walka z samym sobą nic nie dało mimo to, że próbowałem się otrząsnąć plaskaczem w twarz, który sam sobie zadałem. Uczucie bólu wywołane przez samego siebie tylko bardziej mnie nakręciło i już za chwilę siedziałem na podłodze z ostrzem wyjętym z maszynki.
- Może ranienie samego siebie jest tak samo fajne jak gdyby robił to ktoś inny... - tłumaczyłem sobie robią pierwsze nacięcia. Jednak były zbyt płytkie, nic nie czułem, mimo tego, że krew płynęła. Zrobiłem jednak jedno porządne na nadgarstku. Poczułem podniecające pieczenie i szczypanie oraz chwilowe zdrętwienie dłoni. Gdy popatrzyłem na białe (teraz już czerwone) kafelki łazienkowe zobaczyłem ile krwi ze mnie zeszło. Owinąłem rękę jakąś szmatą i zacząłem karać się myślami:
- I co ty debilu zrobiłeś?! Jesteś tak samo słaby jak ta blond laska.
Nie wiem jak to się stało ale jak tam siedziałem, tak zasnąłem. Obudziłem się rano i odwinąłem szmaty z dłoni, która już nie krwawiła ale została świeża blizna. C*olera. Jak ktoś to zobaczy zostanę pośmiewiskiem. Założyłem więc bluzę z długim rękawem i postanowiłem odpuścić kolejny dzień w szkole. Poszedłem do tego samego lasu co wczoraj. Po drodze spotkałem Katfrin, która biła się z powietrzem. Wyglądało to dosyć zabawnie, ale nie śmiałem się nawet uśmiechnąć z tego powodu. Poprawiłem długie rękawy żeby zakryć znaki swojej wczorajszej porażki.
Katfrin? ( sory, że takie denne i dziwne ;-; )
Wróciłem do swojej komnaty i usiadłem na łóżku. Nie mogłem przestać myśleć. Poza tym zdałem sobie sprawę, że od dawna nie słyszałem żadnych głosów w mojej głowie, od dawna też nie brałem udziału w żadnym fajnym, brutalnym wydarzeniu co sprawiało, że powoli zapominałem jakie to uczucie gdy krople ciepłej krwi spływają ci po twarzy, a ty ukradkiem zlizujesz ją z warg żeby poczuć ten niezwykły smak.
Otarłem twarz ręką, przy czym poczułem nieprzyjemne kucie. Co oznaczało, że czas się ogolić. Poszedłem więc do łazienki i wyciągnąłem maszynkę. Popatrzyłem się chwilę na jej ostrza, po czym pomyślałem: Kretynie rób co miałeś robić.
Zacząłem spokojnie i powoli golić twarz. W pewnym momencie, zaciąłem się nad górną wargą. Znów poczułem to przyjemne uczucie pieczenia, jednak trwało bardzo krótko, a zastąpiło je małe krwawienie. Patrzyłem się w lustro jak zahipnotyzowany, wpatrując się w krople spływające po moich ustach. Trwało to bardzo krótko bo zacięcie było małe. Zacząłem rozcierać ostatnie krople krwi po całej twarzy chcąc wywołać u siebie oszukane wrażenie jakbym brał udział w bójce. Jednak krwi było stanowczo za mało. Popatrzyłem na podłogę gdzie leżała maszynka, którą upuściłem.
- Nawet o tym nie myśl - powiedziałem sam do siebie, gdy moje ciało chciało już się po nią schylać by wyjąć ostrza i...
Walka z samym sobą nic nie dało mimo to, że próbowałem się otrząsnąć plaskaczem w twarz, który sam sobie zadałem. Uczucie bólu wywołane przez samego siebie tylko bardziej mnie nakręciło i już za chwilę siedziałem na podłodze z ostrzem wyjętym z maszynki.
- Może ranienie samego siebie jest tak samo fajne jak gdyby robił to ktoś inny... - tłumaczyłem sobie robią pierwsze nacięcia. Jednak były zbyt płytkie, nic nie czułem, mimo tego, że krew płynęła. Zrobiłem jednak jedno porządne na nadgarstku. Poczułem podniecające pieczenie i szczypanie oraz chwilowe zdrętwienie dłoni. Gdy popatrzyłem na białe (teraz już czerwone) kafelki łazienkowe zobaczyłem ile krwi ze mnie zeszło. Owinąłem rękę jakąś szmatą i zacząłem karać się myślami:
- I co ty debilu zrobiłeś?! Jesteś tak samo słaby jak ta blond laska.
Nie wiem jak to się stało ale jak tam siedziałem, tak zasnąłem. Obudziłem się rano i odwinąłem szmaty z dłoni, która już nie krwawiła ale została świeża blizna. C*olera. Jak ktoś to zobaczy zostanę pośmiewiskiem. Założyłem więc bluzę z długim rękawem i postanowiłem odpuścić kolejny dzień w szkole. Poszedłem do tego samego lasu co wczoraj. Po drodze spotkałem Katfrin, która biła się z powietrzem. Wyglądało to dosyć zabawnie, ale nie śmiałem się nawet uśmiechnąć z tego powodu. Poprawiłem długie rękawy żeby zakryć znaki swojej wczorajszej porażki.
Katfrin? ( sory, że takie denne i dziwne ;-; )
piątek, 22 lipca 2016
Od Beck'a CD Katfrin
- Czy teraz wyjdziesz? Czy może lubisz widok krwi? - zapytała.
Przypatrzyłem się dokładnie metalowej żyletce, po czym zaśmiałem się pod nosem i powiedziałem:
- Jesteś żałosna.
Bardzo rzadko zdarza mi się powiedzieć złe słowo o dziewczynie, ale tutaj nie mogłem się powstrzymać. Popatrzyła na mnie tak jakby chciała zaraz pochłonąć moją duszę i zaciągnąć ją siłą do piekieł na wieczne spalenie.
- Czyżbyś nie przyjmowała krytyki? Brak dystansu do siebie? - popatrzyłem na nią uśmiechając się szyderczo.
Dziewczyna gwałtownie wstała i podeszła do mnie z żyletką w ręce.
- Zaczynasz mnie naprawdę wkurwiać wiesz? - powiedziała ze złością.
Prychnąłem pod nosem. Poprawiłem włosy i mówiłem dalej:
- Musisz być naprawdę słaba żeby tego używać. Co ty jakieś emo lub ch*j wie co?
Dziewczyna nie wytrzymała walnęła mnie pięścią w brzuch aż się skuliłem, ona odeszła na parę kroków.Zacząłem się śmiać i plunąłem na bok, po czym powiedziałem:
- Przesadziłaś dziewczynko.
Po czym agresywnie zacząłem iść w jej kierunku z zaciśniętą pięścią, ale tuż prze nią się zatrzymałem. Nie jestem babskim bokserem. Patrzyłem na nią z góry, z dalej zaciśniętą pięścią. Jednak westchnąłem i rozluźniłem rękę. Skierowałem się w stronę drzwi z myślą - szkoda czasu. Będąc już przy drzwiach usłyszałem jej szyderczy głos:
- Tchórz.
Uśmiechnąłem się pod nosem i odwróciłem.
- Ja? Tchórzem? I mówi to dziewczyna trzymająca żyletkę w ręce? "Ojej... nie radze sobie z problemami, potnę się przecież to takie fajne" - zacząłem ją przedrzeźniać. - Sory, dziewczynko ale dla mnie tną się tylko słabi albo homosie, ci to dopiero mają gówna w głowie.
Katfrin?
Przypatrzyłem się dokładnie metalowej żyletce, po czym zaśmiałem się pod nosem i powiedziałem:
- Jesteś żałosna.
Bardzo rzadko zdarza mi się powiedzieć złe słowo o dziewczynie, ale tutaj nie mogłem się powstrzymać. Popatrzyła na mnie tak jakby chciała zaraz pochłonąć moją duszę i zaciągnąć ją siłą do piekieł na wieczne spalenie.
- Czyżbyś nie przyjmowała krytyki? Brak dystansu do siebie? - popatrzyłem na nią uśmiechając się szyderczo.
Dziewczyna gwałtownie wstała i podeszła do mnie z żyletką w ręce.
- Zaczynasz mnie naprawdę wkurwiać wiesz? - powiedziała ze złością.
Prychnąłem pod nosem. Poprawiłem włosy i mówiłem dalej:
- Musisz być naprawdę słaba żeby tego używać. Co ty jakieś emo lub ch*j wie co?
Dziewczyna nie wytrzymała walnęła mnie pięścią w brzuch aż się skuliłem, ona odeszła na parę kroków.Zacząłem się śmiać i plunąłem na bok, po czym powiedziałem:
- Przesadziłaś dziewczynko.
Po czym agresywnie zacząłem iść w jej kierunku z zaciśniętą pięścią, ale tuż prze nią się zatrzymałem. Nie jestem babskim bokserem. Patrzyłem na nią z góry, z dalej zaciśniętą pięścią. Jednak westchnąłem i rozluźniłem rękę. Skierowałem się w stronę drzwi z myślą - szkoda czasu. Będąc już przy drzwiach usłyszałem jej szyderczy głos:
- Tchórz.
Uśmiechnąłem się pod nosem i odwróciłem.
- Ja? Tchórzem? I mówi to dziewczyna trzymająca żyletkę w ręce? "Ojej... nie radze sobie z problemami, potnę się przecież to takie fajne" - zacząłem ją przedrzeźniać. - Sory, dziewczynko ale dla mnie tną się tylko słabi albo homosie, ci to dopiero mają gówna w głowie.
Katfrin?
czwartek, 21 lipca 2016
Od Beck'a CD Katfrin
Cóż za ciekawa osóbka. Pewnie miała rację z tą całą postawą, wstyd mi było tych moich nieudanych ciosów, ale przez ten cholerny ból głowy z trudem odpalałem papierosa, co dopiero się biłem. Laska miała szczęście, że trafiła na taki dzień i tyle. Nie no, żaden ze mnie babski bokser. Nie zrobiłbym jej tak naprawdę krzywdy chyba, że mocno by przesadziła. Mogła bardziej uważać na słowa, ale słowa "pedał" wypowiedziane z jej ust było wypowiedziane jak wymuszona obelga, a nie jak stwierdzenie. Dlatego też dałem spokój.
Wiedzę, że harda sztuka mi się trafiła. Gdy zaczęła odchodzić powiedziałem biorąc papierosa do buzi:
- Beck.
Ta odwróciła się zdziwiona.
- Co?
Uśmiechnąłem się.
- Jestem Beck - powtórzyłem.
- I co chcesz za to medal? - odpowiedziała obojętnie.
Zaśmiałem się pod nosem. Rozmowa dobiegła końca. Poszła. Ciekawe ile razy jeszcze przyjdzie mi się z nią spotkać. Na pewno była uczennicą naszej szkoły. Zapowiadała się ciekawa nowa relacja.
***
Jakieś dwie godziny później łaskawie zjawiłem się w szkole, ponieważ w lesie nie spotkałem więcej nikogo ciekawego i wypaliłem całą paczkę papierosów. Więc nie miałem nic lepszego do roboty niż zjawić się w szkole. Na korytarzu zobaczyłem słodziutką niską blondynkę, nie widziałem jej wcześniej. Była nowa. Figurę miała jak trzeba, na twarz też nie można narzekać. Poprawiłem włosy i ruszyłem w jej kierunku. Korytarz był pusty. Tylko ja, ona i jakieś dwa kujony na ławce. Gdy już byłem obok niej stanąłem przed nią opierając się o ścianę.
- Nie widziałem cię tu wcześniej aniołku - powiedziałem cicho uśmiechając się.
Dziewczyna zarumieniła się. Była niższa ode mnie.
- Jestem tu od niedawna - powiedziała nieśmiało.
- To powiem ci, że masz wielkie szczęście, znam najciekawsze miejsca w tym zamku, jeśli tylko zechcesz z chęcią ci je pokażę - powiedziałem spokojnie biorąc ją pod rękę.
Nie mogło się skończyć inaczej niż tym, że zacząłem oprowadzać ją po zamku, coraz bardziej bajerując. Nie wyglądała na "trudną". Jeszcze dziś będzie moja.
Zaledwie godzina rozmowy, a ona już kleiła się do mnie lepiej niż rzep psiego ogona.
- O, wa tutaj moje ulubione miejsce - pokazałem palcem jedną z tysiąca komnat. - Wszyscy myślą, że drzwi są zatrzaśnięte i nikt tu nie wchodzi.
Otworzyłem drzwi i razem weszliśmy do środka. Widać było, że do tej komnaty na prawdę nie wchodzi za wiele osób, pajęczyny i kurz. Ale w czym to przeszkadza gdy jesteśmy sami?
Usiadłem na starym krześle, a ta bez wahania usiadła mi okrakiem na kolanach, nie wstydziła się nawet tego, że ma krótką spódniczkę. Zaczęliśmy się całować, a ja jeździłem ręką po jej ciele już chcąc zacząć ją rozbierać gdy nagle drzwi do komnaty otworzyły się. Dziewczyna szybko zeskoczyła mi z kolan i poprawiła ubranie, a ja skierowałem zdenerwowany wzrok w stronę drzwi. Przecież nikt od wieków tu nie zaglądał. Przeżyłem tu mnóstwo takich sytuacji i nigdy nikogo tu nie było. Dlaczego właśnie teraz?
W drzwiach pojawiła się ta sama dziewczyna co rano i uśmiechnęła się szyderczo. Zacząłem pośpiesznie ścierać ręką z ust szminkę, która został na moich wargach przy pocałunku.
Katfrin?
Wiedzę, że harda sztuka mi się trafiła. Gdy zaczęła odchodzić powiedziałem biorąc papierosa do buzi:
- Beck.
Ta odwróciła się zdziwiona.
- Co?
Uśmiechnąłem się.
- Jestem Beck - powtórzyłem.
- I co chcesz za to medal? - odpowiedziała obojętnie.
Zaśmiałem się pod nosem. Rozmowa dobiegła końca. Poszła. Ciekawe ile razy jeszcze przyjdzie mi się z nią spotkać. Na pewno była uczennicą naszej szkoły. Zapowiadała się ciekawa nowa relacja.
***
Jakieś dwie godziny później łaskawie zjawiłem się w szkole, ponieważ w lesie nie spotkałem więcej nikogo ciekawego i wypaliłem całą paczkę papierosów. Więc nie miałem nic lepszego do roboty niż zjawić się w szkole. Na korytarzu zobaczyłem słodziutką niską blondynkę, nie widziałem jej wcześniej. Była nowa. Figurę miała jak trzeba, na twarz też nie można narzekać. Poprawiłem włosy i ruszyłem w jej kierunku. Korytarz był pusty. Tylko ja, ona i jakieś dwa kujony na ławce. Gdy już byłem obok niej stanąłem przed nią opierając się o ścianę.
- Nie widziałem cię tu wcześniej aniołku - powiedziałem cicho uśmiechając się.
Dziewczyna zarumieniła się. Była niższa ode mnie.
- Jestem tu od niedawna - powiedziała nieśmiało.
- To powiem ci, że masz wielkie szczęście, znam najciekawsze miejsca w tym zamku, jeśli tylko zechcesz z chęcią ci je pokażę - powiedziałem spokojnie biorąc ją pod rękę.
Nie mogło się skończyć inaczej niż tym, że zacząłem oprowadzać ją po zamku, coraz bardziej bajerując. Nie wyglądała na "trudną". Jeszcze dziś będzie moja.
Zaledwie godzina rozmowy, a ona już kleiła się do mnie lepiej niż rzep psiego ogona.
- O, wa tutaj moje ulubione miejsce - pokazałem palcem jedną z tysiąca komnat. - Wszyscy myślą, że drzwi są zatrzaśnięte i nikt tu nie wchodzi.
Otworzyłem drzwi i razem weszliśmy do środka. Widać było, że do tej komnaty na prawdę nie wchodzi za wiele osób, pajęczyny i kurz. Ale w czym to przeszkadza gdy jesteśmy sami?
Usiadłem na starym krześle, a ta bez wahania usiadła mi okrakiem na kolanach, nie wstydziła się nawet tego, że ma krótką spódniczkę. Zaczęliśmy się całować, a ja jeździłem ręką po jej ciele już chcąc zacząć ją rozbierać gdy nagle drzwi do komnaty otworzyły się. Dziewczyna szybko zeskoczyła mi z kolan i poprawiła ubranie, a ja skierowałem zdenerwowany wzrok w stronę drzwi. Przecież nikt od wieków tu nie zaglądał. Przeżyłem tu mnóstwo takich sytuacji i nigdy nikogo tu nie było. Dlaczego właśnie teraz?
W drzwiach pojawiła się ta sama dziewczyna co rano i uśmiechnęła się szyderczo. Zacząłem pośpiesznie ścierać ręką z ust szminkę, która został na moich wargach przy pocałunku.
Katfrin?
środa, 20 lipca 2016
Od Beck'a Do Kogoś
Ranek. Czyli najbardziej znienawidzona pora dnia. Zazwyczaj zaczyna się dźwiękiem budzika, którego tak wszyscy nienawidzimy. I potwornym bólem głowy, który oznajmia nam jak dużo wczoraj wypiliśmy.
Leniwie i bez pośpiechu wstałem z łóżka, i złapałem się za głowę. Takiego kaca nie miałem od dawna. Spojrzałem na moje łóżko szukając drugiej osoby, na szczęście nikogo nie było. Nie chciało by mi się teraz bawić w czułe słówka. Poszedłem do łazienki, ogarnąłem twarz, szybki prysznic i takie tam podstawowe czynności. Spojrzałem na zegarek Bez problemu mogłem bez spóźnienia stawić się na zajęcia, ale w takim stanie nie ma po co tam iść. Naszła mnie ta okropna ochota na papierosa. Jednak wiedziałem, że jeśli zapalę tutaj zaraz dostanę po głowie. Postanowiłem ten dzień spędzić poza granicami Hogwartu. Tak więc gdy byłem gotowy niepostrzeżenie i w dosyć krótkim czasie znalazłem się w lesie niedaleko szkoły. Usiadłem pod drzewem i wyciągnąłem z kieszeni pudełko papierosów.
- Nareszcie - burknąłem sam do siebie. I odpaliłem pierwszego zachwycając się jego smakiem, i wydmuchując z buzi ułożone z dymu kółka.
Rozejrzałem się po okolicy. Bardzo rzadko ktoś tu przychodzi, dlatego też miałem pewność, że nikt mnie tu nie znajdzie. Ale nagle usłyszałem szelest. Spojrzałem w górę, kierując wzrok na koronę drzewa pod którym siedziałem. Spostrzegłem postać siedzącą na gałęzi. Czyżby kolejna osóbka, która zdecydowała się na wagary w środku tygodnia?
Ktosiu? :>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szablon
Szablon ten jest autorstwa Jill ze strony Zaczarowane Szablony. Przepraszam, że nie wpisałem się na listę pobierających jednak nie mogłem jej nigdzie znaleźć. Jeżeli przeszkadza ci to, że użyłem twojego szablonu to szczerze przepraszam i mogę go zmienić.
Link do bloga Zaczarowane Szablony
Popularne posty
-
Imię i Nazwisko: Christian Salvadore Pseudonim: Chris Płeć: Mężczyzna Wiek: 19 lat Rok: 7 rok (nie zdał po przez ćpanie) Data Urodzenia...
-
Imię i Nazwisko: Co do tego, to przy narodzinach dziewczyny był mały problem. Jej rodzice jak i dziadkowie nie mogli się zdecydować jak j...
-
Imię i Nazwisko: Chłopak ten posiada ogólnie rzecz biorąc dwa imiona. Nathan i Alex. Jednak z racji, że niezbyt je lubił kazał się do siebie...
-
Imię i Nazwisko: Erin Hirata Pseudonim: Nie ma, nazywaj ją jak chcesz. Płeć: Kobieta Wiek: 14 lat Rok: 4 rok Data Urodzenia: 19 lut...
-
Imię i Nazwisko: Dziewczę to nosi jakże szlachetne imię, Debbra. Jej nazwisko jest równie szlachetne, a brzmi ono Cadwallader. Pseudonimy: ...