Patrzyłam się na nich obojętnym wzrokiem. Po chwili przerzuciłam spojrzenie na nóż leżący pod moimi nogami. Powoli schyliłam się po niego. Ostrożnie wzięłam go w rękę. Podniosłam się do pionu i zaczęłam uważnie studiować jego strukturę. Nagle podjęłam decyzję. Nikt nie zwracał aktualnie na mnie uwagi. Ustawiłam się i rzuciłam nożem. Było to bardzo precyzyjne. Ostrze przeleciało dosłownie kilka milimetrów od głowy tamtego chłopaka i wbiło się w ścianę. Wszyscy momentalnie zwrócili wzrok w moją stronę. Ja jedynie zaśmiałam się szyderczo. Szczególnie widząc zdezorientowaną minę tamtego intruza. Powolnym krokiem podeszłam do John'a. Czułam na sobie spojrzenia całej zebranej grupki. Przydepnęłam dłoń mojego "chłopaka". Ten zawył z bólu.
- Zrywam z tobą. Jesteś żałosny. W sumie to dobrze. I tak miałam zamiar to zrobić - warknęłam i splunęłam na chłopaka, wypuszczając jego rękę, którą od razu przycisnął do swego ciała. - I zapamiętaj to sobie. Do jutra chcę widzieć mój alkohol i papierosy. Jak nie do gorzko tego pożałujesz - dodałam, uśmiechając się złośliwie.
John jedynie gorączkowo pokiwał głową, co oznaczało, że na pewno nie zapomni. Odwróciłam się do reszty jego bandy. Patrzyli na mnie niepewnie.
- A wy co się tak lampicie?! Zbierajcie tego idiotę z ziemi i wypie*dalać! - niemalże krzyknęłam.
Podeszłam do drzwi i mocnym szarpnięciem otworzyłam je na oścież. Ci momentalnie zebrali z ziemi swego kumpla i jak najszybciej potrafili wyszli z pomieszczenia. Jednak tamten chłopak nadal stał w środku, a z jego ran powoli sączyło się coraz więcej krwi.
- A ty na co czekać?! Powiedziałam wypad! To ciebie też się dotyczyło. Nie mam najmniejszego zamiaru tłumaczyć się potem woźnemu czemu znajduje się tu mnóstwo krwi. I tak już ma co chwilę do nas wąty - warknęłam.
Intruz jedynie na mnie spojrzał, ale nadal się nie ruszył.
- Ja pierdzielę... - mruknęłam pod nosem.
Szybkim krokiem podeszłam do chłopaka. Chwyciłam mocno jego ramię i z całej siły wypchnęłam go z sali.
- Chyba wiesz gdzie jest skrzydło szpitalne... No chyba, że trzeba cię za rączkę poprowadzić! - krzyknęłam i mocno trzasnęłam mu drzwiami przed nosem.
Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze. Powtórzyłam tą czynność jeszcze kilka razy. Po kilku długich minutach byłam już w miarę spokojna. Spojrzałam na chłopaków z zespołu. Nadal nie spuszczali ze mnie wzroku.
- Dobra. To chyba tyle by było z naszej próby. Ogarnijmy sprzęt i idźmy już - westchnęłam i od razu chwyciłam moją gitarę w rękę.
Schowałam ją do futerału. Zapiski nowej piosenki schowałam do teczki, w której trzymałam wszystkie dotychczas napisane piosenki. Po kilkunastu minutach sala wyglądała nawet w miarę okej. Spojrzałam na nóż, który nadal był wbity w ścianę. Podeszłam do niego. Jednym, sprawnym ruchem wyciągnęłam go. Przejechałam po nim palcem wskazującym. Po chwili schowałam go do torby, którą miałam ze sobą. Jeszcze może mi się przydać. W końcu powolnym krokiem wyszłam z sali. Za mną zrobili to także chłopaki z zespołu. Zamknęłam drzwi na klucz i schowałam go. Ruszyłam przed siebie z dumnie podniesioną głową, a każdej osobie jaką napotkałam na drodze wysyłałam zimne spojrzenia...
<Beck?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Madeleine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Madeleine. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 sierpnia 2016
środa, 3 sierpnia 2016
Od Madeleine CD Beck'a
Od kiedy ten chłopak wlazł do sali zaczęło się we mnie gotować. Miałam wrażenie, że lada moment, a wybuchnę. Wtedy albo ktoś oberwie albo coś zostanie zniszczone. Jednak wolałam nie dewastować tej sali. Szczególnie, że mieliśmy tutaj cały sprzęt. Ponownie otworzyłam drzwi.
- Wychodzę. Wrócę za jakiś czas - warknęłam, a chłopaki z zespołu szybko przytaknęli.
Wyszłam z sali, z głośnym odgłosem trzaśnięcia drzwiami. "Wdech. Wydech. Uspokój się." Powtarzałam sobie cały czas w myślach te słowa. Nagle zauważyłam grupkę chłopaków - a może raczej osiłków? - wbiegających na korytarz gdzie przebywałam. Dopiero po chwili rozpoznałam w jednym z nich mojego aktualnego chłopaka - z którym tak na ogół mam zamiar jutro zerwać - Johna. Przybrałam na twarz sztuczny uśmiech i ruszyłam w ich kierunku. Nie zwracając na nic uwagi szybko przywarłam ustami do tych chłopaka. Ten położył ręce na mojej talii. Jednak dość szybko postanowił się odsunąć. Zmarszczyłam brwi i prychnęłam niezadowolona. Co on sobie myśli?!
- Nie widziałaś tutaj może jakiegoś chłopaka? - zapytał zaraz John.
- Może... Zależy co będę miała z udzielenia wam informacji - powiedziałam, uśmiechając się złośliwie.
- Em... Co powiesz na to, że w zamian dam ci kilka butelek piwa, kilka paczek papierosów i... seks? - odpowiedział, a może raczej zapytał, nerwowo trąc dłonią kark.
Zrobiłam zamyśloną minę. Ech... Po chwili w końcu się odezwałam.
- No niech ci będzie... Chociaż mogłeś się bardziej postarać - mruknęłam i przewróciłam oczami. - Tak, widziałam jakiegoś chłopaka, wkurzył mnie na maksa więc mogę cię bardzo chętnie zaprowadzić do niego - dopowiedziałam następnie.
- Spoko, dzięki Mad - powiedział i uśmiechnął się.
John objął mnie ręką w pasie, a ja przybrałam minę niewiniątka. Powoli ruszyliśmy wzdłuż korytarza. Nie minęła minuta, a już staliśmy pod drzwiami sali. Otworzyłam je.
- Patrzcie kto się przypałętał po drodze - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem i bardziej wtuliłam się w chłopaka.
Ten pocałował mnie w usta. Widziałam, że dla chłopaków z zespoły nie było to nic nowego. To nie pierwszy raz kiedy go ze mną widzieli. Jednak patrząc na tego intruza... Widziałam zdziwienie i... tak jakby strach? w jego oczach. I dobrze mu tak. Trzeba było nie wparowywać sobie tu od tak. Po chwili odsunęłam się od Johna. Dałam mu wolną rękę. Chłopak powoli zaczął się zbliżać do tego obcego. Na ustach Johna widniał wredny uśmieszek...
<Beck?>
- Wychodzę. Wrócę za jakiś czas - warknęłam, a chłopaki z zespołu szybko przytaknęli.
Wyszłam z sali, z głośnym odgłosem trzaśnięcia drzwiami. "Wdech. Wydech. Uspokój się." Powtarzałam sobie cały czas w myślach te słowa. Nagle zauważyłam grupkę chłopaków - a może raczej osiłków? - wbiegających na korytarz gdzie przebywałam. Dopiero po chwili rozpoznałam w jednym z nich mojego aktualnego chłopaka - z którym tak na ogół mam zamiar jutro zerwać - Johna. Przybrałam na twarz sztuczny uśmiech i ruszyłam w ich kierunku. Nie zwracając na nic uwagi szybko przywarłam ustami do tych chłopaka. Ten położył ręce na mojej talii. Jednak dość szybko postanowił się odsunąć. Zmarszczyłam brwi i prychnęłam niezadowolona. Co on sobie myśli?!
- Nie widziałaś tutaj może jakiegoś chłopaka? - zapytał zaraz John.
- Może... Zależy co będę miała z udzielenia wam informacji - powiedziałam, uśmiechając się złośliwie.
- Em... Co powiesz na to, że w zamian dam ci kilka butelek piwa, kilka paczek papierosów i... seks? - odpowiedział, a może raczej zapytał, nerwowo trąc dłonią kark.
Zrobiłam zamyśloną minę. Ech... Po chwili w końcu się odezwałam.
- No niech ci będzie... Chociaż mogłeś się bardziej postarać - mruknęłam i przewróciłam oczami. - Tak, widziałam jakiegoś chłopaka, wkurzył mnie na maksa więc mogę cię bardzo chętnie zaprowadzić do niego - dopowiedziałam następnie.
- Spoko, dzięki Mad - powiedział i uśmiechnął się.
John objął mnie ręką w pasie, a ja przybrałam minę niewiniątka. Powoli ruszyliśmy wzdłuż korytarza. Nie minęła minuta, a już staliśmy pod drzwiami sali. Otworzyłam je.
- Patrzcie kto się przypałętał po drodze - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem i bardziej wtuliłam się w chłopaka.
Ten pocałował mnie w usta. Widziałam, że dla chłopaków z zespoły nie było to nic nowego. To nie pierwszy raz kiedy go ze mną widzieli. Jednak patrząc na tego intruza... Widziałam zdziwienie i... tak jakby strach? w jego oczach. I dobrze mu tak. Trzeba było nie wparowywać sobie tu od tak. Po chwili odsunęłam się od Johna. Dałam mu wolną rękę. Chłopak powoli zaczął się zbliżać do tego obcego. Na ustach Johna widniał wredny uśmieszek...
<Beck?>
niedziela, 31 lipca 2016
Od Madeleine Do Kogoś
Siedziałam na fotelu w pokoju wspólnym Slytherinu. Stolik, który zazwyczaj stał na środku teraz znajdował się przy moich nogach. W mych rękach spoczywała gitara. Co chwilę puszczałam ją aby pochylić się i zapisać na kartce nuty, jak i słowa. Właśnie była w trakcie kończenia najnowszej piosenki. Jednak miałam problem z końcówką. Słowa były gotowe jednak za nic nie pasowała mi żadna z melodii, które dotychczas zagrałam. W końcu po około piętnastu minutach męczenia się dałam radę. Odnalazłam te idealne nuty. Uśmiechnęłam się pod nosem. W jedną rękę chwyciłam gitarę, a w drugą kartki z zapiskami. Powolnym krokiem udałam się do swojego pokoju. Niestety mimo, że moja matka często się wykłócała z dyrekcją nie dała rady załatwić mi własnego pokoju i musiałam go dzielić z jakimiś dwoma dziewczynami. Jeszcze nigdy się do nich nie odezwałam i nie miałam najmniejszego zamiaru to zmieniać. Jedyne co wiem to to, że nazywają się Astrid i Octavia... a może Olivia? Nieważne... Nie obchodzą mnie one. Weszłam do pokoju. Drzwi za mną zamknęły się z hukiem, a ja ruszyłam w stronę mego łóżka nie obdarzając dziewczyn nawet spojrzeniem. Schowałam gitarę do futerału, zrobiłam kilka kopi moich zapisków i wyszłam z nimi z pomieszczenia. Od razu skierowałam się do pokoju, w którym najprawdopodobniej znajdowali się chłopcy. Reszta zespołu. Ci to mieli szczęście, bo mieli wspólny pokój. Dlatego często przybywałam u nich. Bez pukania wparowałam do pomieszczenia. Zastałam tam trzech chłopaków zajętych tak bardzo rozmową, że nawet mnie nie zauważyli.
- Oj... Nie wiedziałam, że chłopcy także siadają sobie w kółeczkach i plotkują... Czyżbyście rozmawiali o tym jak gorący jest jakiś aktor jak większość dziewczynek? - zapytałam drwiąco.
Conor, Michael i Lucas momentalnie odwrócili się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do nich niewinnie. Jednak po chwili wybuchłam śmiechem. Chłopcy westchnęli.
- Dobra, koniec tej zabawy. Mam nową piosenkę. Czas ją przećwiczyć - powiedziałam tylko i odwróciłam się na pięcie.
Nawet nie musiałam sprawdzać czy idą za mną. Wystarczyło mi to, że słyszałam ogromny hałas jaki wywołali swoim wstawaniem i pójściem w mym kierunku. Po chwili usłyszałam ciche "ku*wa". Ech... Pewnie nasz Conor niezdara znowu się wywalił.
~*~
W końcu znaleźliśmy się na odpowiednim korytarzu. Nikt tutaj nie wchodził i dobrze. Od razu skierowałam się do sali znajdującej się na samym końcu. Tylko nasz zespół miał do niej klucze. Nawet ten zgorzkniały woźny nie miał tutaj dostępu. Uśmiechnęłam się szyderczo na wspomnienie, kiedy Filch oskarżał nas o kradzież klucza do tej sali i zaprowadził do dyrektora. Tyle, że oczywiście profesor Green powiedział, że sam je nam dał. Mina woźnego była wtedy boska, zrobił się cały czerwony i jak najprędzej wyszedł z gabinetu, a my wybuchliśmy momentalnie. Te początki były najlepsze. Westchnęłam wchodząc do sali. Mieliśmy tam już cały sprzęt. Od razu usiadłam na jednym z foteli i zabrałam moją gitarę. Conor usiadł przy perkusji. Michael natomiast przy klawiszach, a Lucas tak jak ja zabrał gitarę. Szybko rozdałam wszystkim kopię nowej piosenki. Wzięłam głęboki wdech. Po chwili rozległ się głośny krzyk Conora "Raz. Dwa. Trzy." i zaczęliśmy.
Po chwili zaczęłam śpiewać...
Love that once hung on the wall
Used to mean something
But now it means nothing
The echoes are gone in the hall
But I still remember
The pain of December
Oh there isn't one thing left you could say
I'm sorry it's too late
I'm breaking free from these memories
Gotta let it go, just let it go
I've said goodbye set it all on fire
Gotta let it go, just let it go ooo ooo
W tym momencie zaczął śpiewać Lucas. Nie zdarzało się to często, jednak widocznie tym razem się zdecydował zanim zdążyliśmy w ogóle go o to zapytać.
You came back to find I was gone
And that place is empty
Like the hole that was left in me
Like we were nothing at all
It's not what you meant to me
I thought we were meant to be
Oh, there isn't one thing left you could say
I'm sorry is too late
Ponownie ja zaczęłam śpiewać...
I'm breaking free from these memories
Gotta let it go, just let it go
I've said goodbye...
Momentalnie przerwałam śpiewać. Dlaczego? Usłyszałam jak ktoś się szarpie z drzwiami, które po naszym wejściu zamknęłam na klucz. Westchnęłam, przewróciłam oczami i podeszłam do drzwi. Pewnie to znowu ten zgorzkniały woźny, który do tej pory uparcie próbuje nad udowodnić, że ukradliśmy klucze od tej sali. Otworzyłam drzwi pomieszczenia. Nawet nie patrząc na osobę za nimi powiedziałam:
- Filch. Ile razy mamy się z tobą kłócić?! Przecież dobrze wiesz, że nie ukradliśmy tego klucza - warknęłam i spojrzałam przed siebie.
Jakie było moje zdziwienie kiedy nie zobaczyłam za drzwiami Woźnego...
<Ktoś?>
- Oj... Nie wiedziałam, że chłopcy także siadają sobie w kółeczkach i plotkują... Czyżbyście rozmawiali o tym jak gorący jest jakiś aktor jak większość dziewczynek? - zapytałam drwiąco.
Conor, Michael i Lucas momentalnie odwrócili się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do nich niewinnie. Jednak po chwili wybuchłam śmiechem. Chłopcy westchnęli.
- Dobra, koniec tej zabawy. Mam nową piosenkę. Czas ją przećwiczyć - powiedziałam tylko i odwróciłam się na pięcie.
Nawet nie musiałam sprawdzać czy idą za mną. Wystarczyło mi to, że słyszałam ogromny hałas jaki wywołali swoim wstawaniem i pójściem w mym kierunku. Po chwili usłyszałam ciche "ku*wa". Ech... Pewnie nasz Conor niezdara znowu się wywalił.
~*~
W końcu znaleźliśmy się na odpowiednim korytarzu. Nikt tutaj nie wchodził i dobrze. Od razu skierowałam się do sali znajdującej się na samym końcu. Tylko nasz zespół miał do niej klucze. Nawet ten zgorzkniały woźny nie miał tutaj dostępu. Uśmiechnęłam się szyderczo na wspomnienie, kiedy Filch oskarżał nas o kradzież klucza do tej sali i zaprowadził do dyrektora. Tyle, że oczywiście profesor Green powiedział, że sam je nam dał. Mina woźnego była wtedy boska, zrobił się cały czerwony i jak najprędzej wyszedł z gabinetu, a my wybuchliśmy momentalnie. Te początki były najlepsze. Westchnęłam wchodząc do sali. Mieliśmy tam już cały sprzęt. Od razu usiadłam na jednym z foteli i zabrałam moją gitarę. Conor usiadł przy perkusji. Michael natomiast przy klawiszach, a Lucas tak jak ja zabrał gitarę. Szybko rozdałam wszystkim kopię nowej piosenki. Wzięłam głęboki wdech. Po chwili rozległ się głośny krzyk Conora "Raz. Dwa. Trzy." i zaczęliśmy.
Love that once hung on the wall
Used to mean something
But now it means nothing
The echoes are gone in the hall
But I still remember
The pain of December
Oh there isn't one thing left you could say
I'm sorry it's too late
I'm breaking free from these memories
Gotta let it go, just let it go
I've said goodbye set it all on fire
Gotta let it go, just let it go ooo ooo
W tym momencie zaczął śpiewać Lucas. Nie zdarzało się to często, jednak widocznie tym razem się zdecydował zanim zdążyliśmy w ogóle go o to zapytać.
You came back to find I was gone
And that place is empty
Like the hole that was left in me
Like we were nothing at all
It's not what you meant to me
I thought we were meant to be
Oh, there isn't one thing left you could say
I'm sorry is too late
Ponownie ja zaczęłam śpiewać...
I'm breaking free from these memories
Gotta let it go, just let it go
I've said goodbye...
Momentalnie przerwałam śpiewać. Dlaczego? Usłyszałam jak ktoś się szarpie z drzwiami, które po naszym wejściu zamknęłam na klucz. Westchnęłam, przewróciłam oczami i podeszłam do drzwi. Pewnie to znowu ten zgorzkniały woźny, który do tej pory uparcie próbuje nad udowodnić, że ukradliśmy klucze od tej sali. Otworzyłam drzwi pomieszczenia. Nawet nie patrząc na osobę za nimi powiedziałam:
- Filch. Ile razy mamy się z tobą kłócić?! Przecież dobrze wiesz, że nie ukradliśmy tego klucza - warknęłam i spojrzałam przed siebie.
Jakie było moje zdziwienie kiedy nie zobaczyłam za drzwiami Woźnego...
<Ktoś?>
sobota, 2 lipca 2016
"Nie urodziłam się jako wredna suka... kiedyś byłam całkiem sympatyczna, to życie nauczyło mnie dystansu."
Imię i Nazwisko: Co do tego, to przy narodzinach dziewczyny był mały problem. Jej rodzice jak i dziadkowie nie mogli się zdecydować jak ją nazwać. Ojciec chciał aby nazywała się Madeleine. Matka pragnęła dać jej imię Louise. Natomiast dziadkowie obstawiali przy Mae. Na szczęście po dłuższym zastanowieniu udało im się zdecydować. I tak właśnie nazywa się czarownica, Madeleine Louise Mae Zabini.
Pseudonimy: Madeleine woli kiedy nazywa się ją pełnym imieniem. Jednak niewielu pozwala do siebie mówić Leine, Mad bądź Lou. Do tego nie radzę nazywać ją jej trzecim imieniem czyli Mae. Nienawidzi tego i jest gotowa nawet pobić kogoś przez to.
Płeć: Mad jest przedstawicielką płci pięknej.
Wiek: Dziewczyna niezbyt patrzy na upływ czasu. Woli żyć chwilą. Jednak jeżeli ktoś już musi wiedzieć to w tym roku skończyła szesnaście wiosen.
Rok: Aktualnie jest ona na szóstym roku nauki. Chociaż jakby w odpowiednim czasie nie wzięła się w garść to pewnie teraz powtarzałaby piąty rok.
Data Urodzenia: Lou urodziła się tego jakże pięknego, burzowego dnia, którym był dwudziesty marzec.
Pochodzenie: Przez to, że dopóki nie zaczęła nauki w Hogwarcie mieszkała w Irlandii, posiada dość charakterystyczny irlandzki akcent. Dzięki temu dużo osób twierdzi, że jest irlandzkiego pochodzenia. Prawda jest jednak taka, że to pełnokrwista Brytyjka.
Status Krwi: Madeleine jest czarownicą najczystszej krwi.
Dom: Tak jak jej ojciec i matka, dziewczyna trafiła do Slytherinu. Jednak tiara przydziału zastanawiała się także nad Ravenclaw, ale po tym jak Mad praktycznie zaczęła wygrażać, że ona tam nie pójdzie od razu zdecydowała, że wysyła ją do Ślizgonów.
Różdżka: Różdżka tej czarownicy została wytworzona z drewna cisu, a jej rdzeniem został Włos Północnicy. Jest ona dość giętka i mierzy 12 cali.
Miotła: Z racji, że niedawno dziewczyna została kapitanką drużyny Slytherinu w Quidditchu, dostała nową, lepszą miotłę. Mianowicie jest to Błyskawica Doskonała. Można wspomnieć, że to właśnie tego modelu miotły używali członkowie bułgarskiej narodowej drużyny quidditcha na Mistrzostwach Świata w Quidditchu w 2014 - które wygrali.
Patronus: Madeleine nauczyła się wyczarowywać cielesnego patronusa stosunkowo niedawno. Jeszcze rok temu w ogóle nie wychodziło jej to zaklęcie. Aktualnie ma on postać średniej wielkości wilka z dziwnymi znakami nad oczami i pomiędzy uszami.Oto on.
Głos: Avril Lavigne
Aparycja: Madeleine jest stosunkowo niską dziewczyną. Mierzy sto sześćdziesiąt centymetrów. Można powiedzieć, że jest tak na skraju niedowagi. Jej waga wynosi czterdzieści osiem kilogramów. Dużo osób widząc jej figurę - jest ona bardzo szczupła - potrafi wziąć ją za anorektyczkę. Jednak kiedy ktokolwiek się jej o to pyta od razu zaprzecza. Można powiedzieć, że z wyrzutami i trochę wrogo zaczyna tłumaczyć, że po prostu jest na odpowiedniej diecie oraz dużo ćwiczy. Ale nie przedłużając przejdźmy dalej... Naturalnym kolorem włosów Mad jest ciemny blond. Jednak od trzynastego roku życia farbuje się na "jasny blond". Do tego od czasu do czasu robi sobie także kolorowe pasemka. Najczęściej są one różowe bądź zielone. Chociaż... Kiedyś dziewczyna zastanawiała się także nad tym aby przefarbować się cała na jeden z tamtych kolorów... jednak dość szybko z tego zrezygnowała. Co do włosów, to można jeszcze dodać, że są one proste - chociaż czasami zdarza się, że robi sobie loki - i zazwyczaj ma je rozpuszczone. Madeleine posiada duże, pełne, błękitne oczy i średniej wielkości, czerwone usta. Ma ona dość delikatne rysy twarzy. Do tego można wspomnieć, że te "złe" skutki dorastania nie dopadły jej. Louise nigdy nie wychodzi nie pomalowana. Makijaż w okolicach oczu ma ona bardzo mocny. Co można jeszcze powiedzieć o wyglądzie Mad? Może to, że jest ona wielką zwolenniczką tatuaży, jak i piercingu. Chociaż nie zawsze widać to po niej. Sama posiada dość dużo tatuaży - około dwadzieścia. Do tego ma ona cztery kolczyki w prawnym uchu, w lewym dwa, jeden w pępku i dwa w wardze - jednak te dość rzadko zakłada. No i tak na koniec można wspomnieć, że najczęściej ubiera się ona w czarne, szare, biały bądź różowe rzeczy.
Charakter: Można powiedzieć, że tak jak dziewczyna ma trzy imiona, tak posiada także trzy osobowości. Pierwszą i tą najmniej lubianą odsłonę siebie czarownicy jest Mae. Nazwać ją można taką spokojną duszyczką. Nie miesza się w żadne konflikty. Jednak jak dojdzie co do czego to pragnie jednego. Sprawiedliwości. Jest wtedy bardzo wrażliwą osobą. Staje się bardzo cicha. Czasami nawet nikt nie zauważa jej obecności. Mae bardzo często chodzi z przysłowiową "głową w chmurach". Dużo rozmyśla i to dosłownie nad wszystkim. W tym stanie nie potrafiłaby skrzywdzić nawet muchy. Nagle staje się bardzo miła i przyjacielska. Zupełnie inna osoba niż zazwyczaj. Jednak dziewczyna jest dość rzadko w tej odsłonie, czyli jako Mae. Dużo osób lubi tą część czarownicy. Ona sama jednak niezbyt za nią przepada. Uważa, że staje się wtedy za wylewna i jak to ona mówi, ciotowata.
Kolejną odsłoną dziewczyny jest już trochę "gorsza" Louise. Lou to dość oschła osoba. W jej oczach widać jedynie chłód... zimno. Praktycznie w ogóle się nie uśmiecha. Potrafi wszystkich na około gromić wzrokiem. Jednak... To spojrzenie potrafi przerazić naprawdę wiele osób. Zazwyczaj odzywa się tylko wtedy kiedy musi, a i tak są to bardzo oporne odpowiedzi. Niektórzy uważają, że jej głos czasami ocieka jadem. Louise jest w miarę opanowana. Jednak jeżeli ktoś już naprawdę nieźle ją wkurzy bądź po prostu wyprowadzi z równowagi to może wiedzieć jedno. Gorzko tego pożałuje. W takim stanie dziewczyna nie zapomina niczego co jakaś osoba jej zrobiła. Potrafi przez bardzo długi czas wypominać ludziom co kiedyś zrobili. Bardzo lojalna. Dla przyjaciół może zrobić niemalże wszystko. Wystarczy, że powie ktoś coś złego o nich. Od razu może mieć świadomość, że dopadnie go zemsta ze strony Lou. Można powiedzieć, że Louise kieruje się zasadą "Nie muszę być lubiana przez wszystkich, wystarczy, że najważniejsze osoby mnie akceptują, a reszta niech spie*dala.". W sumie to by było na tyle o samej Lou.
No i teraz przyszedł ten moment. Moment dowiedzenia się jaka jest najgorsza "wersja" tejże młodej czarownicy. Madeleine. Odsłona dziewczyny, którą można spotkać najczęściej. Okropnie wredna. Potrafi wyśmiewać się dosłownie z każdego. Nawet ze swoich przyjaciół. Do tego niemalże cała ocieka sarkazmem. W większości jak z kimś "rozmawia" posługuje się nim. Jeśli jakaś osoba pyta się jej czemu wszystkim odpowiada sarkastycznie odpowiada cały czas jedno. "Jeśli nie chcesz usłyszeć sarkastycznej odpowiedzi to nie zadawaj głupich pytań." Jednak mimo wszystko kiedy trzeba potrafi być poważna i obniżyć poziom wredoty wraz z sarkazmem do minimum. Ogólnie rzecz biorąc większość osób aby ją określić w tym stanie używa jedynie dwóch słów. Tykająca bomba. Mad bywa bardzo wybuchowa. Często daje ponieść się emocjom - oczywiście tym złym, bo tych dobrych by nigdy w życiu nie okazała publicznie. Do tego jest ona agresywna. Potrafi kogoś pobić praktycznie bez powodu. Jednak najgorzej jest jeżeli usłyszy, że ktoś coś o niej mówi złego. Wtedy ta osoba może mieć pewność, że nie będzie miała życia w tej szkole. Bardzo mściwa. Nigdy nie zapomina. Do tego nie ufa nikomu, po prostu nie potrafi tego zrobić. Jednak trzeba pamiętać o jednym. Ta młoda czarownica nie zawsze taka była. Kiedyś najczęściej spotykaną jej odsłoną była Mae. Jednak coś się w niej zmieniło... Życie zmieniło jej nastawienie do świata. Przeszłość często niesie za sobą konsekwencje. Ona poniosła je dość duże...
No i teraz przyszedł ten moment. Moment dowiedzenia się jaka jest najgorsza "wersja" tejże młodej czarownicy. Madeleine. Odsłona dziewczyny, którą można spotkać najczęściej. Okropnie wredna. Potrafi wyśmiewać się dosłownie z każdego. Nawet ze swoich przyjaciół. Do tego niemalże cała ocieka sarkazmem. W większości jak z kimś "rozmawia" posługuje się nim. Jeśli jakaś osoba pyta się jej czemu wszystkim odpowiada sarkastycznie odpowiada cały czas jedno. "Jeśli nie chcesz usłyszeć sarkastycznej odpowiedzi to nie zadawaj głupich pytań." Jednak mimo wszystko kiedy trzeba potrafi być poważna i obniżyć poziom wredoty wraz z sarkazmem do minimum. Ogólnie rzecz biorąc większość osób aby ją określić w tym stanie używa jedynie dwóch słów. Tykająca bomba. Mad bywa bardzo wybuchowa. Często daje ponieść się emocjom - oczywiście tym złym, bo tych dobrych by nigdy w życiu nie okazała publicznie. Do tego jest ona agresywna. Potrafi kogoś pobić praktycznie bez powodu. Jednak najgorzej jest jeżeli usłyszy, że ktoś coś o niej mówi złego. Wtedy ta osoba może mieć pewność, że nie będzie miała życia w tej szkole. Bardzo mściwa. Nigdy nie zapomina. Do tego nie ufa nikomu, po prostu nie potrafi tego zrobić. Jednak trzeba pamiętać o jednym. Ta młoda czarownica nie zawsze taka była. Kiedyś najczęściej spotykaną jej odsłoną była Mae. Jednak coś się w niej zmieniło... Życie zmieniło jej nastawienie do świata. Przeszłość często niesie za sobą konsekwencje. Ona poniosła je dość duże...
Zainteresowania: Czym się Mad interesuje? Oj... Wieloma rzeczami. Jednak tutaj opowiem tylko o tym najważniejszym jej zainteresowaniu. Muzyce. To ona towarzyszyła dziewczynie od najmłodszych lat. Od zawsze kiedy była smutna bądź borykała się z jakimiś problemami, zakładała słuchawki na uszy i puszczała pierwszą lepszą playlistę. Muzykę była i jest dla niej taką odskocznią od rzeczywistości. Ta pasja doprowadziła do tego, że dziewczyna odkryła swoje dwa talenty. Jednym z nich jest śpiew. Mnóstwo osób mówi, że ma ona wspaniały głos. Do tego śpiewa bardzo czysto. Drugim jest gra na gitarze. Nigdy nie brała u nikogo lekcji. Mad jest samoukiem. Jednak mimo to wychodzi jej to bardzo dobrze. To wszystko sprowadziło do tego, że dziewczyna założyła z kilkoma znajomymi zespół, Aktualnie grają jedynie kilka piosenek. Jednak w najbliższym czasie dziewczyna ma zamiar napisać ich o wiele więcej.
Historia: Madeleine od początku żyła w luksusach. Jednak co się dziwić skoro jest ona córką czarodziejów czystej krwi z dość pokaźną sumką na koncie. Od małego była rozpieszczana przez ojca. To właśnie z nim dziewczyna miała najlepszy kontakt. Z matką w ogóle się nie dogadywała. Bardzo często się kłóciły. Szczególnie o to, że Mad nie chciała być taka na jaką chciała ją matka wykreować. W końcu ojciec dziewczyny nie chcąc wysłuchiwać ciągłych pretensji zarówno córki, jak i żony podjął dość radykalne środki. Wysłał Mad do dziadków mieszkających w Irlandii. Madeleine bardzo się z tego cieszyła. Najważniejsze dla niej było to, że jej matki tu nie było. Dziewczyna żyła tam sobie spokojnie przez dobre kilka lat. Pasowało jej mieszkanie tam, ponieważ mogła robić co chciała. Jednak w końcu nadszedł ten czas. Przyszedł list. Z Hogwartu. Dziewczyna zaczęła tam naukę. Aktualnie znajduje się na szóstym roku nauki i żyje tak jak chce.
Rodzina: Ojcem Madeleine jest czarodziej czystej krwi, jeden z najlepszych przyjaciół Draco Malfoy'a, Blaise Zabini. Aktualnie mieszka on w Irlandii więc dziewczyna ma trochę trudniej jeżeli chodzi o spotkania z nim. Natomiast Matką dziewczyny jest Samantha Zabini. Chłodna i dumna czarownica. Ona wraz z ojcem dziewczyny nigdy nie poczuli nic do siebie. Cały ich związek to jedynie decyzja dziadków Mad. Do tego można wspomnieć jeszcze, że młoda czarownica ma jeszcze młodszą siostrę. Aktualnie ma ona osiem lat.
Zauroczenie: Dziewczyna nigdy się w nikim nie zakochała, ani nie była nikim zauroczona.
Partner: Aktualnie nie ma nikogo o tym mianie... I nie ma zamiaru tego zmieniać.
Orientacja: Madeleine jest osobą biseksualną. Jak to się mówi... Aby życie miało smaczek raz dziewczyna raz chłopaczek.
Towarzysz: Abbys - Doberman
Inne: Pali. | Pije. | Kiedyś brała narkotyki jednak po krótkim czasie przestała. | Jest uczulona na jad pszczeli. | Umie świetnie jeździć konno.
Autor: Tiago [H] magicstory6@gmail.com [mail]
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szablon
Szablon ten jest autorstwa Jill ze strony Zaczarowane Szablony. Przepraszam, że nie wpisałem się na listę pobierających jednak nie mogłem jej nigdzie znaleźć. Jeżeli przeszkadza ci to, że użyłem twojego szablonu to szczerze przepraszam i mogę go zmienić.
Link do bloga Zaczarowane Szablony
Popularne posty
-
Imię i Nazwisko: Christian Salvadore Pseudonim: Chris Płeć: Mężczyzna Wiek: 19 lat Rok: 7 rok (nie zdał po przez ćpanie) Data Urodzenia...
-
Imię i Nazwisko: Co do tego, to przy narodzinach dziewczyny był mały problem. Jej rodzice jak i dziadkowie nie mogli się zdecydować jak j...
-
Imię i Nazwisko: Chłopak ten posiada ogólnie rzecz biorąc dwa imiona. Nathan i Alex. Jednak z racji, że niezbyt je lubił kazał się do siebie...
-
Imię i Nazwisko: Erin Hirata Pseudonim: Nie ma, nazywaj ją jak chcesz. Płeć: Kobieta Wiek: 14 lat Rok: 4 rok Data Urodzenia: 19 lut...
-
Imię i Nazwisko: Dziewczę to nosi jakże szlachetne imię, Debbra. Jej nazwisko jest równie szlachetne, a brzmi ono Cadwallader. Pseudonimy: ...
