Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katfrin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katfrin. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 sierpnia 2016

Od Katfrin CD Beck'a



Zatrzymałam się by wziąć oddech, którego mi zabrakło. Przećwiczyłam już dziś wszystko i mogłam iść spokojnie do swojego pokoju jednak nie zrobiłam tego. Darkling był obok mnie i wypatrywał wszystkiego jakby ktoś jeszcze tutaj był. Nie zdziwiłoby mnie to, spokojnym krokiem ruszyłam w kierunku zamku. Po przez wczorajsze rany, które zrobiłam postanowiłam i dziś nie iść na lekcje. Miałam niezmierną ochotę odebrać komuś życie. Zmusiłam się do uspokojenia nerwów i postanowiłam iść tylko na chwilę do pokoju z którego zabrałam bat. Schowałam go pod bluzką i najzwyczajniej w świecie znów weszłam w ciemny już las. Uwielbiałam go tą porą, nikt tutaj nie wchodził, zbyt dużo osób bało się, że zostaną przyłapania czy może zgubienia w lesie, a może samego lasu? Nie wiem… ja mogłam wejść do tego lasu w każdą porę i czułam się jak w nim jak w domu… zresztą można nazwać go moim domem, przybywam w nim częściej niż w zamku . Noc była jeszcze młoda, a ja już miałam na oku swoją małą zdobyć którą miałam upolować z Darklingiem. Oczywiście to on wszystko zje gdyż ja nie chciałam myśleć nawet, że mogę zjeść mięso. Jeleń w zakazanym lesie wzbudził zdziwienie ale i instynkt Darklinga który już czaił się na zwierzę. Wyjęłam ostrożnie bat ale nim to zrobiłam usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się i szybko powaliłam chłopaka na ziemię batem owiniętym wokół jego nóg. Jeleń uciekł a ja przeklinałam mężczyznę którym okazał się Beck.
- Nie polecam się do mnie skradać – powiedziałam i pociągnęłam za bat przez co chłopa obrócił się kilka razy, przejechałam dłonią po skórze bata zrobionej przez ojca, skóra była ludzka, a to ją dostarczyłam . Uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie miny ojca pytającego się skąd to mam.
- Zapamiętam – odpowiedział, a ja otrząsnęłam się ze wspomnienia. Chłopak wstał, a ja spostrzegłam zakrwawiony bandaż na jego nadgarstku.
- "Ojej... nie radze sobie z problemami, potnę się przecież to takie fajne" – cytowałam jego wczorajsze słowa, a on spojrzał na swoje nogi.
- Myślisz, że chciałem? – zapytał jednak po chwili i ze złością spojrzał w moje oczy. Zaprzeczyłam ruchem głowy, myślał, że się go bałam? Czy może był zły na siebie? Nawet gdyby to ja trzymałam bat, to za mną stal Darkling, to ja uczyłam się boksu i to ja miałam przewagę.
- Nie, uważam, że nie powinieneś już się ciąć, to uzależnienie a ty boisz się opinii innych – powiedziałam i odwróciłam się do niego chcąc odejść, ten jednak złapał mnie za nadgarstek i odwrócił do siebie chcąc zadać pytanie. Jednak ja odezwałam się pierwsza:
- Nie dotykaj mnie – powiedziałam wrogo patrząc mu w oczy i męcząc się z żądzą wykręcenia mu ręki, chęci dania mu poczuć, że życie to nie bajka, że powinien swoje pielęgnować a nie zaśmiecać. Puścił moją dłoń, a ja się rozluźniłam.
- Mówisz, że ja się boje opinii, może to i prawda ale czemu tu się jej nie boisz? – zapytał, a ja westchnęłam i spojrzałam na Darklinga który podszedł do nas i patrzył na Becka z wrogim nastawieniem. Pogłaskałam go i znów skierowałam wzrok na chłopaka.
- Nie miałeś takiego życia jak ja. Nie jesteś taki jak ja, ja po prostu nie przejmuje się opinią innych, mam to w dupie – wzruszyłam ramionami – ty byś tak nie umiał.
- Czemu? – zapytał, a ja prychnęłam.
- Nie boisz się tylko opinni onnych ale i samotnośc, chcesz mieć wokół jak najwięcej ludzi, jest typem dupa który ru*ha każdą, lamie serduszka i jest z siebie dumny. Niedostępny jakby miał jakieś tajemnice życiowe, a wiesz co jest najlepsze? Chcesz by nikt o tobie nic nie wiedział, jednak sam sprawiasz iż osoby cię odkrywają, wystarczy popatrzeć z boku i zobaczyć jaki jesteś. Uwielbiający towarzystwo, mogący oddać życie za przyjaciół… za przyjaciół przed którymi boi się powiedzieć, że się tnie, że tego spróbował. Wiesz co jest najlepsze… mimo wszystko osoby które się tną są silne, mają na to siłę, mają siłę unieść  cholerną żyletkę i zrobić nacięcie sprawiające ból. Ty to zrobiłeś, a boisz się opinii P R Z Y J A C I Ó Ł, za których możesz oddać życie. To śmieszne… - rzekłam, a słowo przyjaciół przeliterowałam z naciskiem na litery. Odwróciłam się i rozwinęłam bat który nieświadomie w czasie tej jakże pięknej przemowy zwinęłam. Czujecie ten sarkazm? Pięknej… nic nie jest piękne, życie jest do dupy.
- Takich przyjaciół nie chce mieć nikt prócz ciebie, za bardzo się boisz – powiedziałam jeszcze nim zniknęłam za zasłoną krzaków i drzew.

Beck? Wybacz, że tak długo ale moja wena jest do dupy :c  

sobota, 23 lipca 2016

Od Katfrin CD Beck'a

Zaśmiałam się słysząc jego słowa. Czy on naprawdę tak uważa, że mam problemy? Ja? Katfrin Hahetesona Columbiana Kayla Salvadore... problemy? Czy to możliwe?
- Wiesz co jest najlepsze? - zadałam pytanie przekładając żyletkę w palcach.
- Co? - odpowiedział pytaniem, a ja w końcu spojrzałam w jego oczy, a w moich mignęła iskierka szaleństwa.
- Że ja nie robię tego bo mam jakieś problemy. Lubie czuć ból, ale jak już wiesz trenuje bok, tnąc się uodporniasz się na coś takiego jak ból. Jest w tedy lepiej walczyć, inny po tym ciosie by nie wstał, a ty... ty podnosisz się  i walczysz dalej pomimo złamań, które są niebezpieczne... ty nie czujesz tego bólu... ty walczysz dalej chcąc wygrać za wszelką cenę - rzekłam patrząc pusto w jego oczy. Tak naprawdę byłam gdzie indziej... w innym świecie, na ringu przede mną stał chłopak po 30-tce. Ciężar rękawic na moich dłoniach i ochrona na zębach, chłopak, ring, ciosy, kroki, postawa. Tylko to teraz było moim światem.
-... uważasz ta za słabość - dobiegł mnie głos Beck'a. Otrząsnęłam się i odwróciłam do okna tak by czarodziej stał za mną.
- Nie znasz tego uczucia, mimo wszystko nie tną się tylko osoby, które uważają, że życie jest do dupy. Tną się też... tacy jak ja... nie czujący bólu i chcąc w końcu go poznać. To jest jak marzenie nie do spełnienia. które jest tak blisko, ale nie możesz po nie sięgnąć - uśmiechnęłam się na te słowa pusta wpatrując się w obraz za oknem. Pierwszoklasiści biegli za swoim mentorem chcąc dostać się do swoich pokoi i zaszyć się tam najlepiej na zawsze. Starsi kotłowali się w okolicach lasu wpychając tam swoich przyjaciół. Biały kot przebiegł drogę blondynce, która zagłębiła się w książce i prawie upadła po przez zwierze, które szybko czmychnęło w krzaki obok.
- Masz racje, nie znam tego uczucia - usłyszałam słowa, a po chwili też i trzask zamykanych drzwi. Usiadłam na krześle i spojrzałam na żyletkę, piękne, a złe. Ból miesza się z marzeniem spoczywając na moich dłoniach, które drżą pod ciężarem żelaza. Czuje się jakbym robiła to pierwszy raz, a jest to pewnie 100-tny. Wzięłam głęboki wdech i przyłożyłam żyletkę do ciała. Zrobiłam pierw jedną czerwoną długą linie. potem jeździłam po niej żyletką otwierając ranę. Dopiero pod koniec tego jakże pięknego momentu poczułam ból. Syknęłam zaciskając szczękę, rzuciłam żyletkę w kat i przyglądałam się ranie zrobionej przed sekundą.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Gdy już wróciłam do swojego pokoju postanowiłam iż opatrzę ranę i pójdę spać gdyż jak zawsze wstanę o 3:34. Jak pomyślałam tak zrobiłam, szybko się umyłam ponieważ rana bardzo szczypała i piekła z zetknięciu z wodą. Przebrałam się w piżamę i wzięłam bandaż oraz tabletki nasenne. Proszki szybko połknęłam popijając wodą a bandaż po chwili zaczęłam obwijać wokół swojej zranionej nogi. Gdy skończyłam leki zaczęły działać więc zgłosiłam tylko światło o położyłam się na łóżku przykrywając kołdrą. Po kilku sekundach poczułam jak Darkling kładzie się obok mnie. Potem byłam w innym świecie. Mimo iż zwykle spałam po 2-3h zawsze brałam te cholerne proszki, które działały od razu, ale zawsze budziłam się o 3:34. Nigdy nie było dnia bym wstała minute później czy wcześniej. Nigdy...

~*~*~*~*~*

Krzyk, pot. koszmar i ból... czułam ból. Obudziłam się i od razu zrzuciłam z siebie kołdrę chcąc wydostać się z pieczary. Zeszłam z łóżka, zimna podłoga pod moimi bosymi stopami była przyjemna. Wstałam i od razu poszłam do łazienki gdzie przebrałam się i wzięłam poranny prysznic. Umyłam zęby i uczesałam włosy w luźnego koka. Postanowiłam dziś poćwiczyć ciosy w biegu. Boks... ciekawe kto mnie go nauczył, nie pamiętam bym kiedykolwiek chodziłam na jakieś zajęcia, umiem to od kąt pamiętam...
Gdy już się ogarnęłam wyszłam na dwór i pobiegłam w stronę lasu. Dopiero po kilku minutach biegu zaczęłam uderzać w powietrze, trenując niektóre z ciosów które mi nie wychodzą. Na koniec zawsze zostawiam te, które są dla mnie łatwe ale nie zawsze na nie wyglądają.

Beck? Ta wena... :c

czwartek, 21 lipca 2016

Od Katfrin CD Beck'a

Zamiast do zamku skierowałam się jeszcze nad ulubione miejsce, to tam właśnie chodziłam, gdy wspominałam ojca. Biegłam pomiędzy drzewami, które zostawiałam za sobą chcąc jak najszybciej dostać się nad jezioro. Pomimo koron drzew widziałam wielką czarną chmurę idącą w kierunku zamku. W nocy będzie burza, iskierki szczęścia w moich oczach pojawiły się natychmiastowo. Uwielbiałam tą pogodę, deszcz, błyskawicę i ten wiatr poruszający drzewami, a ich gałęzie stukające w okno jak jakieś demony chcące schować się w naszych duszach. Gdy tak myślałam drzewa zmieniały się w postacie, ludzi stojących i przyglądających się moim zamiarom. Gdy ich wymijałam odwracali się i patrzyli w moje oczy chcąc z nich coś wyczytać. Ja, jednak nie zwracałam na nich uwagi wiedząc, że są to moje wyobrażenia biegłam dalej a obok mnie Darkling, który powarkiwał na „duchy”. W końcu dotarłam na miejsce, zatrzymałam się a moje mięśnie od razu kazały mi usiąść co zrobiłam po paru chwilach. Położyłam się na zimnym i wilgotnym piasku, patrzyłam teraz na niebo, na wschodzie chmura podążała w naszym kierunku, na zachodzie było bezkresne niebo. Darkling położył się obok mnie kładąc głowę na moim brzuchu. Pogłaskałam jego miękną i piękną sierść a potem zamknęłam oczy chcąc wyobrazić sobie jak by to było gdybym była miła?... nie to nawet nie do pomyślenia. Za dużo mnie nauczyli by to przepuścić. Wybiłam sobie to wyobrażenie z głowy i otworzyłam oczy słysząc łamiącą się gałązkę. Odwróciłam się w stronę dźwięku i ujrzałam sarnę stojącą na samym krańcu lasu. Darkling zawarczał na nią, chciał wstać i ją zaatakować, jednak ja zatrzymałam go łapiąc za jego obrożę. Spojrzał na mnie zdziwiony, nigdy nie powstrzymywałam go gdy polował. Teraz nie wiedziałam czemu to zrobiłam, nie byłam w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Gdy sarna uciekła tak daleko by pies nie mógł jej dogonić puściłam go i pocałowałam jego głowę ten usiadł, a ja wstałam chcąc już wrócić do zamku, a raczej swojego pokoju. Jeszcze raz spojrzałam na jezioro, które sprawiało iż zapominałam.

 http://media.tumblr.com/tumblr_ma3h9gRb1N1r6w37b.jpg

Skierowałam wzrok na psa, który już był w drodze do zamku, postanowiłam iść jego śladami i też ruszyłam w stronę „domu”, którym mimo wszystko nigdy nie będzie.
~*~*~*~*~*~
Kiedy wyszłam do pokoju od razu rzuciłam się na łóżko by choć trochę odpocząć. Po chwili jednak zdjęłam buty i wzięłam jakieś ciuchy. Poszłam do łazienki i rozebrałam się i weszłam pod prysznic, odkręciłam wodę i oparłam się o ścianę dłońmi i głową. Woda leciała po moich włosach, plecach i twarzy przez co zamknęłam oczy i pozwoliłam zmyć z siebie całe zmęczenie po bieganiu. Gdy już znudziło mi się zwyczajne stanie pod strumieniem wody umyłam swoje ciało i włosy. Gdy wyszłam z kabiny owinęłam się ręcznikiem, podeszłam do lusterka i wytarłam swoje włosy w ręcznik, wzięłam szczotkę i zaczęłam je rozczesywać wpatrując się w swoje oblicze, wysuszyłam je i przebrałam się w przygotowane wcześniej ubrania. Rozbolała mnie głowa więc sięgnęłam do szafki w, której były proszki, wzięłam koło czterech a może pięć?... tych proszków miałam pod dostatkiem i nigdy ich nie oszczędzałam. Powinnam brać dwa-trzy proszki dziennie jednak ja biorę nieraz o dziesięć-jedenaście więcej. Wszystko po tych proszkach mnie nie bolało, były mocne i dobre, wyszłam z łazienki i położyłam się na łóżku zastanawiając się co mam robić.
~*~*~*~*~*~*~
Postanowiłam pochodzić po zamku, znałam go już jak własną kieszeń i wiedziałam, gdzie prawie nikt nie przychodzi. Tam często się krzywdziłam i znów miałam taki zamiar. Zabrałam więc żyletkę i ruszyłam w tym kierunku, rozejrzałam się czy przypadkiem nikt nie widzi co robię i weszłam do pokoju. Gdy chłopak mnie zobaczył od razu zaczął ścierać szminkę dziewczyny z ust, która pośpiesznie zeszła z jego kolan.  Zaśmiałam się, nie mogę,… wiedziałam, że chłopak wydawał się typowym podrywaczem, ale by dał się przyłapać…
-Nie wiedziałam, że tak można się do kogoś przyssać – powiedziałam  cały czas się śmiejąc, spojrzałam na dziewczynę, która zarumieniła się chcąc coś powiedzieć, ale ja wywróciłam oczami i odwróciłam się do tej „pary” wartej podziwu, zazdrości i autorytetu.
-Odpierd*l się – zdołała powiedzieć a ja uniosłam brew.
-Od ciebie czy jego? Bo nie wiem, którego mam stąd wyjeb*ć – rzekłam i założyłam dłonie na swoje biodra.
-Od nas, raczej ja cię stąd wyje*ie – powiedział chłopak uprzedzając dziewczynę, która postanowiła wyjść. Pomachałam jej na pożegnanie.
-Zapomniała dla ciebie kondoma? – zapytałam się Becka jeśli dobrze pamiętam a ten wywrócił oczami. Prychnęłam i podeszłam pod okno, na koniec sali i usiadłam na podłodze patrząc za szkło chcąc ujrzeć odpowiedzi na pytania.
-Czemu tutaj przyszłaś? – zapytał i chyba już trochę się uspokoił.
-Za dużo pytań kochasiu – rzekłam, a on wstał i podszedł do mnie, oparł się o ramę okna. Patrzył w moje oczy chcąc zwrócić na siebie uwagę, jednak mój wzrok cały czas spoczywał na krajobrazach.
-Wyjdź, chce… nie ważne wyjdź – powiedziałam. A ten uniósł brew ze zdziwieniem.
-Czemu? – zapytał, a ja wreszcie na niego spojrzałam i poruszyłam się nerwowo.
-Wyjdź, a może kiedyś pokaże ci za to jeden cios, jeśli niw wyjdziesz zrobię to przy tobie – powiedziałam jakby była to najnormalniejsza rzecz na świeci. Chciałam wyjąć tą pier*oloną żyletkę i poczuć ból na swoim ciele. Żelazo drażniące moje ciało które wbija się w moją skórę do mięsa i zostawia po sobie czerwoną długą kreskę która zmieni kolor na biały tworząc piękną ale przerażającą bliznę. Blizny… mam ich już tak wiele, tak wiele razy zadałam sobie ból, którego z czasem przestaje czuć. Teraz by poczuć ból żyletkę muszę wbijać głębiej, do mięsa.
-Czyżbyś musiała się zaspokoić po tym co zobaczyłaś – powiedział, a ja wstałam, podeszłam do drzwi i je zamknęłam widać, że dziewczyna nawet drzwi nie umie zamknąć. Wzięłam krzesło na którym niedawno siedział chłopak i postawiłam je przy oknie od którego niedawno odeszłam. Wyjęłam żyletkę i pokazałam ją chłopakowi.
-Czy teraz wyjdziesz? Czy możesz lubisz widok krwi? – zapytałam lekko zła.

Beck? :P

środa, 20 lipca 2016

Od Katfrin CD Beck'a

Dźwięk uderzających obcasów o podłogę, dziewczyna nic nie widziała, pogrążona była w słuchaniu muzyki. Szła przez środek ulicy nie zwracając na nikogo uwagi, ona była tu najważniejsza. Tylko nie wiedziała, że to dziś ma zginąć, to ten dzień... jutro rodzice dowiedzą się o jej śmierci, będą płakać i przechodzić żałobę. Jednak ona sobie na to zasłużyła, mimo woli w moich oczach pojawiła się iskierka szczęścia, którą ujrzałam przechodząc przez ulice w szybie czarnego samochodu. Podążyłam za jeśli dobrze usłyszałam Dekką. Była to blondynka o zielonych jak trawa oczach i zgrabnej figurze, jednak na jej nodze była wielka blizna. Przechodziła od kostki aż do kolana, dziewczyna nie zasłoniła ją, sukienka sięgała jej jedynie do ud. Dziewczyna odwróciła się nagle i zaczęła rozglądać po ulicy, zdziwiłam się, jednak nie mogłam tego po sobie poznać. Przeszłam obok niej bez zainteresowania, a jej wzrok utkwił w moich plecach, nie odwracałam się, nie mogłam sprawić iż będzie myślała, że się nią przejmuje. Skręciłam w prawo do jakiegoś sklepu monopolowego, tam weszłam i krążyłam między półkami nadal mając na oku dziewczynę, która teraz też weszła do sklepu. Czyli wilk stał się owieczką... zajebi*cie! Zakręciłam się pomiędzy półkami z alkoholem i bez słowa wyszłam. Musiałam znaleźć tego zleceniodawcę, pier*olony... nie przyjmuje takich zleceń. Potem są sam problemy, mogą ci coś zrobić bo wiedzą, że to ty, mogą zniszczyć ci zlecenia, zabić moją matkę.

~*~*~*~*~*~

Weszłam do swojego pokoju, a Darkling wyszedł mi na spotkanie, schyliłam się i zatopiłam dłoń w jego futrze drapiąc go lekko za uchem co uwielbiał. Zaszczekał, a ja położyłam palec na ustach dając mu znak by był cicho. Podeszłam do czarnej szafy z moimi ubraniami, wybrałam czarny strój do ćwiczeń i poszłam się przebrać. Musiałam albo pobiegać albo poćwiczyć, wolałam obydwa, postanowiłam iż nie pójdę na pierwsze zajęcia... a może odpuszczę sobie je całkowicie? Postanowiłam nad tym pomyśleć, a teraz wyjść z budynku i pobiegać na rozgrzewkę. Darkling jak zawsze biegł za mną. Pewnie po drodze coś upoluje  i znając życie kawałek surowego mięsa przyniesie mi do pokoju. Westchnęłam ale postanowiłam nie zatrzymywać psa, który już kierował się w stronę lasu. Iskierki szczęścia w moich oczach pojawiły się z pierwszymi wolnymi krokami, które w kilka sekund zamieniły się w bieg. Uwielbiałam to uczucie zmęczenia, ale i energii, która buzuje w tobie i każe ci biec dalej jednak mięśnie zakazują ci tego, wtedy decyzje podejmujesz ty. Czy chcesz poczuć ten charakterystyczny ból, który będzie na kilka dni, a potem zmieni się w małą ilość mięśni, a może przestaniesz i wrócisz? Ja zdecydowanie wolałam opcję pierwszą, brakowało mi jedynie muzyki dudniącej w uszach. Starałam utrzymać równe tempo i nie zwalniać ani nie przyspieszać jednak było to trudne, a wręcz niewykonalne. Mięśnie odmawiały posłuszeństwa jednak w tej dyskusji nie miały szans na wygraną kiedy przyspieszyłam bieg. Darklind węszył pomiędzy drzewami ale pilnował się mnie albo pilnował mnie. W końcu coś znalazł i już biegł w kierunku zachodnim, jeszcze chwilę miałam go w zasięgu wzroku, a kiedy znikł za gąszczem krzaków, drzew i traw skupiłam się na mięśniach, które coraz bardziej pulsowały prosząc o odpoczynek. Zwykle go nie udzielam, ale gdy usłyszałam czyjeś ustałam i zastanowiłam się co zrobić. Hm... mądry plan czy ten głupi i dziwny? Zastanowiłam się chwilę i już wiedziałam, że mądry plan nie wygra. Zaczęłam się zbliżać do osoby, która właśnie usiadła pod drzewem, na które postanowiłam wejść. Nie zajęła mi o długo gdyż gałęzie drzewa obok były bardzo blisko, weszłam więc na nie  i postanowiłam zaryzykować. Powoli kroczyłam po cienkiej, a jednak mocnej gałęzi prowadzącej mnie do odpowiedzi na moje pytanie?... kto to?
- Nareszcie - usłyszałam, to jednak chyba był uczeń. I właśnie zrozumiałam jaka jestem głupia. Mogłam wyjść normalnie, a gdyby był to nauczyciel mogłam powiedzieć, że się zgubiłam bo Darkling zaczął uciekać do lasu. No tak... jednak były dwa mądrzejsze plany. Wyjrzałam zza liści tak by zobaczyć kto to, uczeń... stwierdziłam a wtedy on spojrzał w górę. Był zdziwiony gdy mnie zobaczył, postanowiłam zejść na ziemie. Kiedy już to zrobiłam chłopak wstał i opierał się o drzewo obok paląc kolejnego papierosa, dym drażnił mój zmysł węchu jednak postanowiłam na to nie zwracać uwagi.
- Co tam robiłaś? - zapytał i spojrzał na mnie, a ja uniosłam jedną brew. Czy on naprawdę myślał, że mu to powiem? Śmieszne...
- Nie twój interes - rzekłam i odwróciłam się do niego chcąc iść dalej biegać jednak zatrzymał mnie jego głos.
- Kim jesteś? - zapytał, a ja zaśmiałam się, usłyszałam jak ktoś, a raczej coś się do nas zbliża. Darkling trzymał w zębach królika, jego pysk był cały w czerwonej cieczy, a ja uśmiechnęłam się mimo woli do zwierzęcia, które do mnie podeszło. Uklękłam, a ten położył zdobycz na zmieni chcąc polizać moją dłoń, zostawiając na niej ślinę z krwią królika.
- Różnie mnie nazywali, ale mam za dużo imion by taka osoba jak ty mogła je zapamiętać. Katfrin wystarczy - odpowiedziałam na pytanie chłopaka i pogłaskałam psa, ten jednak po chwili odszedł ode mnie i zaczął jeść swoją zdobycz. Podniosłam się i odwróciłam do chłopaka.
- Jesteś blisko wody i jaskiń, słychać więc wyraźnie twoje kroki gdy idziesz, nie mów do siebie, a najlepiej choć na polany - poradziłam mu, a on zaśmiał się sarkastycznie.
- Co ty o tym wiesz? - zapytał, a teraz ja się zaśmiałam.
- Dużo więcej niż ty pedale - uśmiech zszedł z jego twarzy, zgasił papierosa i rzucił go na trawę. Odbił się od drzewa i ruszył w moim kierunku zły. Myślał, że się boje? Był w błędzie, dużym błędzie.
- Nie jestem pedałem - powiedział już wściekły.
- Tak? A mi na niego wyglądasz - wzruszyłam ramionami, a on zamachnął się w moim kierunki pięścią. Z łatwością zrobiłam unik, a ten szybko przyjął trochę nie udaną pozycję do walki.
- Czyżby nasz pedzio interesował się boksem? - zadrwiła z niego, a on uśmiechnął się jakby myślał, że zagnał mnie w kozi róg.
- Było nie zadzierać... - rzekł, a ja nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Chłopak wydawał się być zdziwiony moim zachowaniem, może bo śmiech był szczery.
- Dobry żart... - otarłam niewidzialną łezkę - a teraz zawodowy bokserze stoisz w złej pozycji, prawa noga powinna być bardziej do przodu niż lewa, w lekkim rozkroku i lekko na nogach. Pięści do gardy chroniąc swoją twarz, teraz ochraniasz szyje - powiedziałam, a ten wydawał się jeszcze bardziej zdziwiony.
- Skąd to wiesz? - zapytał.
- Zadajesz za dużo pytań, ale na to ci odpowiem. Walczę już kilka lat, jestem w tym dobra - rzekłam i odwróciłam się od niego. Darkling już zjadł swojego królika więc mogliśmy wracać. Ruszyliśmy w kierunku zamku.

Besk? XD

Szablon

Szablon ten jest autorstwa Jill ze strony Zaczarowane Szablony. Przepraszam, że nie wpisałem się na listę pobierających jednak nie mogłem jej nigdzie znaleźć. Jeżeli przeszkadza ci to, że użyłem twojego szablonu to szczerze przepraszam i mogę go zmienić.
Link do bloga Zaczarowane Szablony

Popularne posty