Ulżyło mi, gdy nikt się nie domyślił, że to ja. W końcu jak taka cicha i bezbronna myszka mogłaby przeprowadzić zamach na jakiegokolwiek ucznia? To nie do pomyślenia! Ale jednak cieszyłam się, że swobodnie mogłam się wbić w tłum bez żadnych oskarżeń. Chociaż dziwiłam się, że chłopak, który obok mnie siedział nic nie zauważył. A może nic nie widział? No nie wiem... A może chciał to zostawił tylko dla siebie, żeby mieć potem na mnie haczyk? I na tą myśl zaczynałam się stresować, że to jednak nie jest najlepszy pomysł. Niestety, ale jednak na szczęście już tego nie zmienię.
Wyszłam z sali jak wszyscy inni i skierowałam się w miejsce, gdzie bym mogła zostać sama. Ale najpierw zaszłam do Hagrida, któremu pomogłam z pegazem. Dwie godziny temu znalazł w lesie opuszczonego latającego konia, który złamał skrzydło. Gdy do niego przyszłam, posiedziałam i odruchowo opowiedziałam o tym, co zrobiłam tej jędzy.
- Wiesz, że to było ryzykowne? - powiedział, na co odwróciłam głowę. - Ale jej się należało - zaśmiał się. - Często tutaj przychodziła i coś mi podkradała wredna małpa - dodał, na co i ja się delikatnie uśmiechnęłam. Po chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Zerwałam się na równe nogi i podeszłam do okna.Ukradkiem zajrzałam na zewnątrz i zauważyłam, że to był ten chłopak... Xavier. Uspokoiłam się wiedząc, że nie musiała się chować. Ale czego on mógł chcieć?
<Xavier?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erin. Pokaż wszystkie posty
piątek, 11 listopada 2016
poniedziałek, 7 listopada 2016
Od Erin CD Xavier'a
Usiadłam przy chłopaku nabierając sobie do talerza ziemniaków i kawałek kurczaka. Byłam okropnie głodna, w końcu nic nie jadłam przez cztery dni.
- I jak się czujesz? - zapytał kierując na mnie wzrok. Czyżby serio się martwił, czy nie miał co robić? Zapewne to drugie, ale kultura wymaga odpowiedzi. Tym bardziej, że odwiedził mnie jak leżałam w łóżku szpitalnym, także może się teraz odwdzięczę?
- Dobrze - skłamałam.
Czułam skręt żołądka z głodu i ból głowy w miejscu, w którym się uderzyłam. Do tego czułam, jakbym zaraz miała zwymiotować, ale to nie było możliwe, bo nie miałam czym. Gdy wsadziłam widelec w ziemniaki usłyszałam ten śmiech. To ta s*ka. Podniosłam wzrok na dziewczynę, która śmiała się na całe gardło, siedząc w Slytherinie. Jej przyjaciółeczki siedziały obok i także się śmiały, co jakiś czas kierując na mnie wzrok. Zacisnęłam rękę w pięść, po czym drugą wsadziłam pod stół. Niepostrzeżenie wyjęłam różdżkę i wypowiedziałam pod nosem zaklęcie. Schowałam ją i wróciłam do swojego obiadu, gdy nagle wszyscy usłyszeli jakby wybuch, a zielona, kleista substancja znajdowała się na głowie tej małpy. Wszyscy wybuchli śmiechem. Użyłam zaklęcia, które sprawia, że gdy pijesz coś, z kubka nagle wybucha to zielone coś, co ląduje na twojej głowie. To nie jest groźne czy niebezpieczne. Głównie istnieje ono dla dobrych żartów, który teraz mi się udał jako zemsta. Wszyscy się śmiali, a ja się uśmiechałam z zadowolenia, że udało mi się.
<Xavier?>
- I jak się czujesz? - zapytał kierując na mnie wzrok. Czyżby serio się martwił, czy nie miał co robić? Zapewne to drugie, ale kultura wymaga odpowiedzi. Tym bardziej, że odwiedził mnie jak leżałam w łóżku szpitalnym, także może się teraz odwdzięczę?
- Dobrze - skłamałam.
Czułam skręt żołądka z głodu i ból głowy w miejscu, w którym się uderzyłam. Do tego czułam, jakbym zaraz miała zwymiotować, ale to nie było możliwe, bo nie miałam czym. Gdy wsadziłam widelec w ziemniaki usłyszałam ten śmiech. To ta s*ka. Podniosłam wzrok na dziewczynę, która śmiała się na całe gardło, siedząc w Slytherinie. Jej przyjaciółeczki siedziały obok i także się śmiały, co jakiś czas kierując na mnie wzrok. Zacisnęłam rękę w pięść, po czym drugą wsadziłam pod stół. Niepostrzeżenie wyjęłam różdżkę i wypowiedziałam pod nosem zaklęcie. Schowałam ją i wróciłam do swojego obiadu, gdy nagle wszyscy usłyszeli jakby wybuch, a zielona, kleista substancja znajdowała się na głowie tej małpy. Wszyscy wybuchli śmiechem. Użyłam zaklęcia, które sprawia, że gdy pijesz coś, z kubka nagle wybucha to zielone coś, co ląduje na twojej głowie. To nie jest groźne czy niebezpieczne. Głównie istnieje ono dla dobrych żartów, który teraz mi się udał jako zemsta. Wszyscy się śmiali, a ja się uśmiechałam z zadowolenia, że udało mi się.
<Xavier?>
poniedziałek, 31 października 2016
Od Erin CD Christiana
Nienawidziłam, gdy ktoś tak do mnie mówił. To było ohydne i miałam ochotę użyć jakiegoś zaklęcia, aby chociaż przez długą chwilę pocierpiał w męczarniach. Ale to było zakazane. Jedynie się zarumieniłam i zaprzeczałam, chociaż w głębi siebie zaczynałam drżeć. Ostatnie zdanie wypowiedział w taki sposób, jakby miał mnie przelecieć za jakiś czas, może nawet i nie długo. A ja wiedziałam, że się nigdy na to nie zgodzę. Zmarszczyłam brwi gdy chciał odejść. Podbiegłam do niego i zagrodziłam mu drogę.
- Nawet nie odszedłem, a ty już nie wytrzymujesz beze mnie? - ciągle to samo...
- Przestań - warknęłam zdenerwowana. - Nie mam zamiaru mieć z tobą nic wspólnego... - przerwał mi.
- Ale chcesz - nachylił się delikatnie, a ja odsunęłam się o krok do tyłu. Postanowiłam nie kontynuować tego tematu, bo wiedziałam, że to nic mi nie da.
- Słuchaj, mam do ciebie sprawę - zaczęłam i nie pozwoliłam mu już dojść do słowa. Bardzo dobrze wiedziałam, że z chęcią mi przerwie i powie coś w swoim stylu, co mnie albo obrzydzi, albo zawstydzi. - Możesz zostawić moje sprawy i tamtych chłopaków w spokoju? - zapytałam prosto z mostu.
Podniósł brew do góry zdziwiony.
- Dlaczego? - dlaczego o to zapytał?
- Bo tak - ja sama nienawidziłam, gdy ktoś tak do mnie mówił, ale co miałam mu powiedzieć? Nie chciałam mu mówić prawdy, bo bałam się, że on im coś zrobi, a ja będę miała tylko gorzej.
- Nie ma "bo tak". Albo konkretny powód, albo nic z tego - zmarszczyłam brwi zniesmaczona. Miałam go już naprawdę dosyć. W ogóle po co zaczął ze mną gadać? Dlaczego nie mógł sobie wybrać kogoś innego do zabawy? Czy go to wszystko tak bardzo śmieszy, że on ma dobrą zabawę, a ja przesrane?
- Bo gdy ty zajmujesz się nimi, to ja mam gorzej - wytłumaczyłam w połowie. Zaśmiał się cicho i mi odmówił. Potem już odszedł, a ja nie wiedziałam co mogłabym teraz zrobić. Poszłam w przeciwnym kierunku. Nie zgodził się, tak więc za jakiś czas będą o mnie mówić dz*wka. Wtedy na pewno nie skończę tej szkoły, wrócę do normalnego świata i albo wszystko rzucą, ale samą siebie rzucę w objęcia śmierci. W sumie ta druga opcja przepięknie brzmi...
<Christian?>
- Nawet nie odszedłem, a ty już nie wytrzymujesz beze mnie? - ciągle to samo...
- Przestań - warknęłam zdenerwowana. - Nie mam zamiaru mieć z tobą nic wspólnego... - przerwał mi.
- Ale chcesz - nachylił się delikatnie, a ja odsunęłam się o krok do tyłu. Postanowiłam nie kontynuować tego tematu, bo wiedziałam, że to nic mi nie da.
- Słuchaj, mam do ciebie sprawę - zaczęłam i nie pozwoliłam mu już dojść do słowa. Bardzo dobrze wiedziałam, że z chęcią mi przerwie i powie coś w swoim stylu, co mnie albo obrzydzi, albo zawstydzi. - Możesz zostawić moje sprawy i tamtych chłopaków w spokoju? - zapytałam prosto z mostu.
Podniósł brew do góry zdziwiony.
- Dlaczego? - dlaczego o to zapytał?
- Bo tak - ja sama nienawidziłam, gdy ktoś tak do mnie mówił, ale co miałam mu powiedzieć? Nie chciałam mu mówić prawdy, bo bałam się, że on im coś zrobi, a ja będę miała tylko gorzej.
- Nie ma "bo tak". Albo konkretny powód, albo nic z tego - zmarszczyłam brwi zniesmaczona. Miałam go już naprawdę dosyć. W ogóle po co zaczął ze mną gadać? Dlaczego nie mógł sobie wybrać kogoś innego do zabawy? Czy go to wszystko tak bardzo śmieszy, że on ma dobrą zabawę, a ja przesrane?
- Bo gdy ty zajmujesz się nimi, to ja mam gorzej - wytłumaczyłam w połowie. Zaśmiał się cicho i mi odmówił. Potem już odszedł, a ja nie wiedziałam co mogłabym teraz zrobić. Poszłam w przeciwnym kierunku. Nie zgodził się, tak więc za jakiś czas będą o mnie mówić dz*wka. Wtedy na pewno nie skończę tej szkoły, wrócę do normalnego świata i albo wszystko rzucą, ale samą siebie rzucę w objęcia śmierci. W sumie ta druga opcja przepięknie brzmi...
<Christian?>
piątek, 19 sierpnia 2016
Od Erin CD Christiana
Dlaczego ja go muszę spotykać na każdym kroku? Gdy tylko go zauważyłam,
postałam parę sekund przyglądając się jego mięśniom, które w jakiś
sposób mnie przerażały, a po naszym wzrokowym spotkaniu szybko się
odwróciłam i zaczęłam wracać do Hogwartu. Nigdzie nie mogłam byś sama.
Nigdzie. W pokoju, a nawet w Zakazanym Lesie. A ten las to już lekka
przesada. No ale w końcu jeśli takie strachajło jak ja tu przychodzi, to
co się dziwić?
Po drodze jedyne co spotkałam to pająki. Pięć czy sześć. Każde z nich wisiało na drzewie, tylko jeden miał porę obiadową, gdyż żywił się jakimś owadem, chyba muchą, która wpadła w jego sieć. Dosyć szybko zniknęłam z tego lasu i tylko przez ten czas, gdy byłam w jego wnętrzu i kierowałam się szkoły, mogłam być sama. Bo gdzie by indziej pójść? Jest jeszcze stara łazienka dziewczyn, gdzie czasem zawyje sobie Marta. To tyle, ale czy tam mogę być sama? Tak jeszcze w każdej chwili może ktoś wejść i koniec.
Przeszłam przez miasteczko, nie zaglądając do żadnego sklepu. Nawet nie spoglądając na szyby, za którymi wisiały klatki z sowami, różdżki, miotły, czy słodkości. Szłam wpatrzona w ziemię, w swoje stopy. Ludzie musieli mnie omijać, chociaż i tak parę razy dostała w ramię, a potem usłyszałam przekleństwa i wyzwiska kierowane w moją stronę. Ale i tak nie podniosłam głowy, nie zwracałam na nikogo uwagi. I zanim się obejrzałam, stanęłam przed wejściem do Hogwartu. Weszłam do środka i kierowałam się korytarzem do swojego pokoju, gdzie miałam zamiar zostać do końca dnia. Zapewne pół przesypiając. Ale coś, a raczej ktoś mi na to nie pozwolił. Znowu. A kim był ten ktosiek? Oczywiście przyjaciel Carter'a, który przydusił mnie do ściany, gdy nikogo nie było na korytarzu. Wziął mnie za koszulę, podniósł i przycisnął do ściany. Uderzyłam lekko o nią głową, przez co poczułam ból w potylicy, ale bardziej się przejęłam nim. Patrzył na mnie z nienawiścią, jakby chciał mnie właśnie zabić.
- Czego chcesz? - wydusiłam jakoś z siebie te słowa.
- Masz odwołać tego twojego ochroniarza - mówił przez zaciśnięte zęby.
- Chodzi ci o Christiana? - pokiwał głowa, a ja mu wytłumaczyłam, że on nie jest nawet moim znajomym. Że go nie znam i nie chce znać. Ale on tylko mnie mocniej przydusił, przez co traciłam pomału powietrze.
- Omal nie udusił mojego przyjaciela - ta... teraz wiem jak się czuł, gdy omal go nie udusił.
- Nie mam z nic nic wspólnego. Puść mnie - mój głos był cichy, traciłam powietrze, ale jego jednak to nie obchodziło.
- Jasne - i wręcz rzucił mną o ziemię.
Przejechałam z dwa metry do tyłu, ślizgając się na posadzkach i czując nie tylko ból głowy, ale też nabierając powietrze, jakby było ono moim ostatnim. Złapałam się za szyję, by ją lekko pomasować. Oddychałam otwartymi ustami, gdyż nosem mi nie starczyło tchu.
- Jeśli jeszcze raz on do nas podskoczy, wszyscy się dowiedzą, jaką jesteś dzi*ką - spojrzałam na niego ze strachem.
Patrzył na mnie jeszcze chwilę jakby z obrzydzeniem, po czym odszedł ode mnie w jakimś tam kierunku. Siedziałam na ziemi dobrą chwilę, aż się nie podniosłam i nie kontynuowałam swojego dawnego czynu, który został przerwany przez rozzłoszczonego chłopaka. I co miałam teraz zrobić? Byłam rozdarta. Bolało mnie to, że bez żadnych podstaw mnie za taką uważają. Chyba, że któryś dowiedział się prawdy, ale jakim cudem? A może... odgoniłam szybko od siebie te myśli. Co miałam do jasnej cholery zrobić? Kazać temu chłopakowi, dla którego jestem tak zwaną księżniczką, aby ich zostawił? A żyć dalej przez nich w strachu? I tak nie miałam wyboru. Z jak i bez Christiana moja sytuacja si nie polepszy, może jedynie się pogorszyć.
Podjęłam decyzję. Zawróciłam się i zamiast iść w stronę pokoju, wracałam do zakazanego lasu. Miałam tylko nadzieję, ze chłopak tam dalej ćwiczy. Nie chciałam z nim rozmawiać za wszelką cenę, ale jak mam mu powiedzieć, aby zostawił mnie, Carter'a i moje sprawy z Hogwartem w spokoju? Przez liścik? To nie w moim stylu. Musiałam to załatwić po swojemu. Ta... czyli z nim... pogadać.
<Christian?>
Po drodze jedyne co spotkałam to pająki. Pięć czy sześć. Każde z nich wisiało na drzewie, tylko jeden miał porę obiadową, gdyż żywił się jakimś owadem, chyba muchą, która wpadła w jego sieć. Dosyć szybko zniknęłam z tego lasu i tylko przez ten czas, gdy byłam w jego wnętrzu i kierowałam się szkoły, mogłam być sama. Bo gdzie by indziej pójść? Jest jeszcze stara łazienka dziewczyn, gdzie czasem zawyje sobie Marta. To tyle, ale czy tam mogę być sama? Tak jeszcze w każdej chwili może ktoś wejść i koniec.
Przeszłam przez miasteczko, nie zaglądając do żadnego sklepu. Nawet nie spoglądając na szyby, za którymi wisiały klatki z sowami, różdżki, miotły, czy słodkości. Szłam wpatrzona w ziemię, w swoje stopy. Ludzie musieli mnie omijać, chociaż i tak parę razy dostała w ramię, a potem usłyszałam przekleństwa i wyzwiska kierowane w moją stronę. Ale i tak nie podniosłam głowy, nie zwracałam na nikogo uwagi. I zanim się obejrzałam, stanęłam przed wejściem do Hogwartu. Weszłam do środka i kierowałam się korytarzem do swojego pokoju, gdzie miałam zamiar zostać do końca dnia. Zapewne pół przesypiając. Ale coś, a raczej ktoś mi na to nie pozwolił. Znowu. A kim był ten ktosiek? Oczywiście przyjaciel Carter'a, który przydusił mnie do ściany, gdy nikogo nie było na korytarzu. Wziął mnie za koszulę, podniósł i przycisnął do ściany. Uderzyłam lekko o nią głową, przez co poczułam ból w potylicy, ale bardziej się przejęłam nim. Patrzył na mnie z nienawiścią, jakby chciał mnie właśnie zabić.
- Czego chcesz? - wydusiłam jakoś z siebie te słowa.
- Masz odwołać tego twojego ochroniarza - mówił przez zaciśnięte zęby.
- Chodzi ci o Christiana? - pokiwał głowa, a ja mu wytłumaczyłam, że on nie jest nawet moim znajomym. Że go nie znam i nie chce znać. Ale on tylko mnie mocniej przydusił, przez co traciłam pomału powietrze.
- Omal nie udusił mojego przyjaciela - ta... teraz wiem jak się czuł, gdy omal go nie udusił.
- Nie mam z nic nic wspólnego. Puść mnie - mój głos był cichy, traciłam powietrze, ale jego jednak to nie obchodziło.
- Jasne - i wręcz rzucił mną o ziemię.
Przejechałam z dwa metry do tyłu, ślizgając się na posadzkach i czując nie tylko ból głowy, ale też nabierając powietrze, jakby było ono moim ostatnim. Złapałam się za szyję, by ją lekko pomasować. Oddychałam otwartymi ustami, gdyż nosem mi nie starczyło tchu.
- Jeśli jeszcze raz on do nas podskoczy, wszyscy się dowiedzą, jaką jesteś dzi*ką - spojrzałam na niego ze strachem.
Patrzył na mnie jeszcze chwilę jakby z obrzydzeniem, po czym odszedł ode mnie w jakimś tam kierunku. Siedziałam na ziemi dobrą chwilę, aż się nie podniosłam i nie kontynuowałam swojego dawnego czynu, który został przerwany przez rozzłoszczonego chłopaka. I co miałam teraz zrobić? Byłam rozdarta. Bolało mnie to, że bez żadnych podstaw mnie za taką uważają. Chyba, że któryś dowiedział się prawdy, ale jakim cudem? A może... odgoniłam szybko od siebie te myśli. Co miałam do jasnej cholery zrobić? Kazać temu chłopakowi, dla którego jestem tak zwaną księżniczką, aby ich zostawił? A żyć dalej przez nich w strachu? I tak nie miałam wyboru. Z jak i bez Christiana moja sytuacja si nie polepszy, może jedynie się pogorszyć.
Podjęłam decyzję. Zawróciłam się i zamiast iść w stronę pokoju, wracałam do zakazanego lasu. Miałam tylko nadzieję, ze chłopak tam dalej ćwiczy. Nie chciałam z nim rozmawiać za wszelką cenę, ale jak mam mu powiedzieć, aby zostawił mnie, Carter'a i moje sprawy z Hogwartem w spokoju? Przez liścik? To nie w moim stylu. Musiałam to załatwić po swojemu. Ta... czyli z nim... pogadać.
<Christian?>
sobota, 13 sierpnia 2016
Od Erin CD Christiana
Znowu odwróciłam od niego wzrok, a kosmyki włosów opadły mi na twarz,
zakrywając ją. Wpatrzyłam się w swoje nogi, które nie dotykały ziemi,
gdyż byłam całkowicie przysunięta do końca ławki.
- Erin – powiedziałam cicho.
- Co mówisz? – nie usłyszał i się nie dziwie. Zaczęłam mówić tak cicho, że sama bym nie dosłyszała.
- Mów mi Erin – wytłumaczyłam już głośniej.
Chłopak zachowywał się, jakby mnie znał od małego, jakbym była jego oczkiem w głowie. A prawda była taka, że się nie znaliśmy. Nazywał mnie przesłodzonymi nazwami, takimi, jakimi się mówi do swojej dziewczyny czy żony. A on był dla mnie obcy, był dla mnie niczym innych, jak zwykłym starszym chłopakiem Hogwartu, który jest jak inni. Nawet w tej chwili nie potrafiłam myśleć inaczej, a jego udawana troska mnie tylko w tym utwierdziła. Musze przyznać, ze był świetnym kłamcą, aktorem. Potrafił manipulować ludźmi i grać na ich uczuciach. Na moich także i szczerze, gdyby nie to, że już nie potrafiłam nikomu zaufać, nie potrafiłam nikomu uwierzyć, każdy był dla mnie wrogiem, kimś, kto chce tylko mojego pecha, uwierzyłabym mu. A nawet lepiej. Może i bym się w nim zakochała, gdybym była inna. Ale tak nie jest. Jestem sobą i żadne czułe słówka mnie nie zmienią. One są dla mnie niczym. A tym bardziej jeśli są wymawiane przez takiego kogoś jak on.
- Dobrze – odparł w końcu, po czym ponownie wytarł z mojego policzka łzy. To było przyjemne uczucie, ale też i przerażające. Wstałam gwałtownie, dalej miałam zadartą głowę w dół.
- Muszę iść na lekcję – odparłam i ruszyłam w stronę budynku. Nie miałam zamiaru iść na jakąkolwiek lekcje. Chciałam wyrwać się z tego miejsca, chciałam pójść do zwykłego lasu, aby odetchnąć świeżym powietrzem bez żadnych ludzi. Chciałam pobyć w samotności. Ale Christian mi to uniemożliwił, złapał mnie lekko za rękę.
- Dalej się mnie boisz księżniczko? – jednak nie posłuchał i dalej tak do mnie mówił. Nie wypomniałam mu tego, zamiast tego tylko stanęłam i próbowałam wyrwać rękę z jego uścisku. Po krótkiej chwili mnie puścił, a ja dalej bałam się spojrzeć mu w oczy. Nawet jeśli powiedział, że lubi gdy na niego patrzę i się uśmiecham. Nie potrafiłam tego robić nie szczerze. W tej chwili nie miałam się z czego cieszyć, gdyż najnormalniej w świecie chłopak mnie przerażał.
- Bo… - stanęłam przed nim i podniosłam lekko głowę. Nie chciałam tego mówić, bo się bałam, że nie wiadomo co się stanie. Ale jak inaczej mam to zrobić? – Nazywasz mnie jakbyśmy się znali od zawsze. Dlatego wydajesz mi się jak inni, tyle, że próbujesz inaczej. Jakbyś chciał mnie wykorzystać jak inni, ale próbujesz innego sposobu. Dlatego nie chce z tobą rozmawiać. Boje się, że cię polubię, a ty to wykorzystasz – dwa ostatnie zdania powiedziałam ciszej, po czym się odwróciłam i odbiegłam od niego. Nie chciałam, aby mnie znowu złapał za rękę, nie chciałam go już słuchać. To było pewne, ze chciał mnie tylko przelecieć. Tylko chciał mnie podejść inaczej, oni to robili zmuszaniem mnie do tego, a on pewnie chciał mnie do siebie przekonać, aby sama mu dała du*y. I tego się właśnie bałam, że go polubię, a on to wykorzysta. Wolałabym już zostać bez znajomych, niż znać kogoś takiego jak on.
Wybiegłam ze szkoły, przebiegłam się przez miasteczko. Jednak nie zdołałam z niego wybiec, wykończyłam się. Stanęłam na środku tego miejsca i się rozejrzałam. Nie widziałam go, nie widziałam nikogo, kto by mógł mi teraz zagrażać. Chyba.
Skierowałam swój wzrok w stronę końca ulicy i ruszyłam w jego kierunku dalej dysząc, jednak szłam spokojnym tempem. Starałam się za wszelką cenę zapomnieć o nim, bo jeśli mam być szczera, zaczynałam go lubić. Już tak miałam, kto był dla mnie miły, zaczynałam mu ufać. Dlatego nie chciałam z nim już więcej rozmawiać. Był miły, zdawał nawet wrażenie, że się o mnie troszczy. Naprawdę to było miłe uczucie, którego nie czułam przez parę ładnych lat. Ale wiedziałam, że jest ono fałszywe. Byle by mnie do siebie przekonać i wyruch*ć. A ja się nie bałam tego, że zostanę szkolną dzi*ką. Bałam się tylko se*su. I tyle.
<Christian?>
- Erin – powiedziałam cicho.
- Co mówisz? – nie usłyszał i się nie dziwie. Zaczęłam mówić tak cicho, że sama bym nie dosłyszała.
- Mów mi Erin – wytłumaczyłam już głośniej.
Chłopak zachowywał się, jakby mnie znał od małego, jakbym była jego oczkiem w głowie. A prawda była taka, że się nie znaliśmy. Nazywał mnie przesłodzonymi nazwami, takimi, jakimi się mówi do swojej dziewczyny czy żony. A on był dla mnie obcy, był dla mnie niczym innych, jak zwykłym starszym chłopakiem Hogwartu, który jest jak inni. Nawet w tej chwili nie potrafiłam myśleć inaczej, a jego udawana troska mnie tylko w tym utwierdziła. Musze przyznać, ze był świetnym kłamcą, aktorem. Potrafił manipulować ludźmi i grać na ich uczuciach. Na moich także i szczerze, gdyby nie to, że już nie potrafiłam nikomu zaufać, nie potrafiłam nikomu uwierzyć, każdy był dla mnie wrogiem, kimś, kto chce tylko mojego pecha, uwierzyłabym mu. A nawet lepiej. Może i bym się w nim zakochała, gdybym była inna. Ale tak nie jest. Jestem sobą i żadne czułe słówka mnie nie zmienią. One są dla mnie niczym. A tym bardziej jeśli są wymawiane przez takiego kogoś jak on.
- Dobrze – odparł w końcu, po czym ponownie wytarł z mojego policzka łzy. To było przyjemne uczucie, ale też i przerażające. Wstałam gwałtownie, dalej miałam zadartą głowę w dół.
- Muszę iść na lekcję – odparłam i ruszyłam w stronę budynku. Nie miałam zamiaru iść na jakąkolwiek lekcje. Chciałam wyrwać się z tego miejsca, chciałam pójść do zwykłego lasu, aby odetchnąć świeżym powietrzem bez żadnych ludzi. Chciałam pobyć w samotności. Ale Christian mi to uniemożliwił, złapał mnie lekko za rękę.
- Dalej się mnie boisz księżniczko? – jednak nie posłuchał i dalej tak do mnie mówił. Nie wypomniałam mu tego, zamiast tego tylko stanęłam i próbowałam wyrwać rękę z jego uścisku. Po krótkiej chwili mnie puścił, a ja dalej bałam się spojrzeć mu w oczy. Nawet jeśli powiedział, że lubi gdy na niego patrzę i się uśmiecham. Nie potrafiłam tego robić nie szczerze. W tej chwili nie miałam się z czego cieszyć, gdyż najnormalniej w świecie chłopak mnie przerażał.
- Bo… - stanęłam przed nim i podniosłam lekko głowę. Nie chciałam tego mówić, bo się bałam, że nie wiadomo co się stanie. Ale jak inaczej mam to zrobić? – Nazywasz mnie jakbyśmy się znali od zawsze. Dlatego wydajesz mi się jak inni, tyle, że próbujesz inaczej. Jakbyś chciał mnie wykorzystać jak inni, ale próbujesz innego sposobu. Dlatego nie chce z tobą rozmawiać. Boje się, że cię polubię, a ty to wykorzystasz – dwa ostatnie zdania powiedziałam ciszej, po czym się odwróciłam i odbiegłam od niego. Nie chciałam, aby mnie znowu złapał za rękę, nie chciałam go już słuchać. To było pewne, ze chciał mnie tylko przelecieć. Tylko chciał mnie podejść inaczej, oni to robili zmuszaniem mnie do tego, a on pewnie chciał mnie do siebie przekonać, aby sama mu dała du*y. I tego się właśnie bałam, że go polubię, a on to wykorzysta. Wolałabym już zostać bez znajomych, niż znać kogoś takiego jak on.
Wybiegłam ze szkoły, przebiegłam się przez miasteczko. Jednak nie zdołałam z niego wybiec, wykończyłam się. Stanęłam na środku tego miejsca i się rozejrzałam. Nie widziałam go, nie widziałam nikogo, kto by mógł mi teraz zagrażać. Chyba.
Skierowałam swój wzrok w stronę końca ulicy i ruszyłam w jego kierunku dalej dysząc, jednak szłam spokojnym tempem. Starałam się za wszelką cenę zapomnieć o nim, bo jeśli mam być szczera, zaczynałam go lubić. Już tak miałam, kto był dla mnie miły, zaczynałam mu ufać. Dlatego nie chciałam z nim już więcej rozmawiać. Był miły, zdawał nawet wrażenie, że się o mnie troszczy. Naprawdę to było miłe uczucie, którego nie czułam przez parę ładnych lat. Ale wiedziałam, że jest ono fałszywe. Byle by mnie do siebie przekonać i wyruch*ć. A ja się nie bałam tego, że zostanę szkolną dzi*ką. Bałam się tylko se*su. I tyle.
<Christian?>
czwartek, 11 sierpnia 2016
Od Erin CD Christiana
Przygryzłam dolną wargę. Chronić mnie? Albo jest poważnie chory, albo
nie wie co mówi. Może coś brał? W końcu kto normalny chciał by mi pomóc?
Z nim było coś nie tak. Jednocześnie był przerażający, ale jednak dawał
pozory miłego. Już sama nie wiedziałam co mam o nim myśleć. Wczoraj
mnie przerażał. Wydawał się taki sam jak ten Carter, który dzisiaj znowu
mnie „zaczepił”. Nienawidziłam go, tak samo jak jego kolegów. Byli
dokładnie tacy sami jak on. A czy chciałam o tym komuś powiedzieć?
Bardzo. Marzyłam, aby się w końcu komuś wygadać, co mnie tak dręczy, a
raczej kto i w jaki sposób. Albo też nie chciałam, aby uznali mnie za
dzi*kę, chociaż tak czy siak robili mnie z niej. Zastanawiałam się, czy
opowiedzieć całą sytuację Christian’owi, ale co on by sobie pomyślał? Ze
wczorajszego zachowania bałam się, że sam będzie chciał to wykorzystać.
Tak więc jedynie odwróciłam od niego wzrok i wpatrzyłam się w ptaka. W
czarnego kruka, który osiadł na moich kolanach. Ptak przyglądał mi się z
zaciekawieniem, jednak jego oczy mówiły, ze chętnie by mnie teraz
podziobał. Dlatego ręce położyłam na ławce i wbiłam w nią palce, uważnie
się przyglądając ptakowi, który zaczął pomału wbijać we mnie pazury.
Ale nie mocno, tylko an tyle, aby się w jakiś sposób utrzymać.
Milczałam tak przez parę sekund zamyślona. Bo co miałam powiedzieć, prawdę? Nawet gdybym bardzo tego chciała, nie ufałam mu w żaden sposób. Jednocześnie był dla mnie przerażający, ale też byłam mu wdzięczna, że dzięki niemu nie musiałam już dłużej biegnąc przez korytarz z powodu tego chłopaka. Nie podnosiłam wzroku, a mój towarzysz dalej czekał na odpowiedź.
- On… - zwiesiłam jeszcze bardziej głowę. Nie patrzyłam już ani na nogi, ani na ptaka. Zamknęłam oczy, aby być spokojna. Wyobraziłam sobie normalną lekcję, aby nie myśleć o tej scenie. Znowu zamilkłam, bo nie mogłam z siebie wydusić tego tłumaczenia. Christian dalej milczał i cierpliwie czekał. – Chce ze mnie zrobić… dziw*e – powiedziałam cicho zaciskając oczy. Ponieważ nie wyobrażałam sobie niczego związanego z seks*em jak i chłopakami, w oczach nie miałam łez. – Dzisiaj znowu wszedł mi do łazienki – dodałam i tym razem powróciła myśl, gdy to brałam prysznic. Dziewczyny już wyszły, a zamiast nich pojawił się Carter z trzema kolegami. I tak miałam szczęście, gdy właśnie się ubierałam, gdy weszli do środka. Trochę mi zajęło uwolnienie się od nich, ale w końcu użyłam różdżki i przemieniłam jednego z nich w wiewiórkę.
Zamilkłam już całkowicie i mocniej zacisnęłam powieki, a przy tym usta, zęby i palce na ławce. Czułam szpony kruka wbijające się w moje uda, oraz wzrok chłopaka, który także milczał, jakby trawił właśnie moje słowa. Mógł się przynajmniej domyślić, dlaczego tak na niego reaguje, a tym bardziej na nazywanie mnie księżniczką. Jest to dla mnie straszne, przerażające. Tamci mężczyźni także odzywali się do mnie przesłodzonymi słówkami, gdy mnie do tego zmuszali. Otworzyłam oczy i lekko podniosłam wzrok. Spojrzałam na kruka. Na jego czarny dziób, czarne oczy i czarne pióra. Przechylił lekko łeb w bok i uważnie mi się przyglądał.
Nie miało znaczenia, czy chłopak chciał pomóc. Nawet jeśli było to szczere. Przecież Hogwart nie kończy się na samym Carter’ze. Są jeszcze inni faceci, a nawet jeśli nie oni, to dziewczyny. One są równie denerwujące do płeć męska, więc nie ma różnicy kto się mnie przyczepi. Nawet wiek nie ma znaczenia, chociaż im osoba jest starsza, jest gorsza. Jedynymi osobami które w żaden sposób się mną nie interesują, to pierwszoroczniaki. Gdyż oni nie znają „zasad” panujących w tym miejscu. Dla nich to miejsce jest święte. Szkoda, że ja tam nie myślę. Myślałam tak gdy dostałam list, potem po paru dniach przestałam w taki sposób myśleć.
- Po co chcesz mi pomóc? – zapytałam jeszcze ciszej niż wcześniej, prawie że niedosłyszalnie. Ciekawiła mnie strasznie jego odpowiedź, chociaż nie byłam pewna, czy się jej nie bać. Nie wiadomo co powie, nawet teraz ciągle milczał i patrzył to na mnie, to na ptaka. Jakby nie mógł dopuścić myśli, że takie coś może stać się w szkole. Ale wszystko jest możliwe, w każdym miejscu o każdej porze. – Czy to było tylko kłamstwo? – to pytanie było głośniejsze, jakbym go o to posądzała. Nienawidziłam, gdy ktoś mnie okłamuje w sprawach troszczenia się. Miałam już po prostu tego dosyć, znudziły mi się puste i nic nie znaczące słowa. Nie patrzyłam na niego, tylko na ptaka. Bałam się na niego spojrzeć, a parę łez dalej spływało mi po policzku.
<Christian?>
Milczałam tak przez parę sekund zamyślona. Bo co miałam powiedzieć, prawdę? Nawet gdybym bardzo tego chciała, nie ufałam mu w żaden sposób. Jednocześnie był dla mnie przerażający, ale też byłam mu wdzięczna, że dzięki niemu nie musiałam już dłużej biegnąc przez korytarz z powodu tego chłopaka. Nie podnosiłam wzroku, a mój towarzysz dalej czekał na odpowiedź.
- On… - zwiesiłam jeszcze bardziej głowę. Nie patrzyłam już ani na nogi, ani na ptaka. Zamknęłam oczy, aby być spokojna. Wyobraziłam sobie normalną lekcję, aby nie myśleć o tej scenie. Znowu zamilkłam, bo nie mogłam z siebie wydusić tego tłumaczenia. Christian dalej milczał i cierpliwie czekał. – Chce ze mnie zrobić… dziw*e – powiedziałam cicho zaciskając oczy. Ponieważ nie wyobrażałam sobie niczego związanego z seks*em jak i chłopakami, w oczach nie miałam łez. – Dzisiaj znowu wszedł mi do łazienki – dodałam i tym razem powróciła myśl, gdy to brałam prysznic. Dziewczyny już wyszły, a zamiast nich pojawił się Carter z trzema kolegami. I tak miałam szczęście, gdy właśnie się ubierałam, gdy weszli do środka. Trochę mi zajęło uwolnienie się od nich, ale w końcu użyłam różdżki i przemieniłam jednego z nich w wiewiórkę.
Zamilkłam już całkowicie i mocniej zacisnęłam powieki, a przy tym usta, zęby i palce na ławce. Czułam szpony kruka wbijające się w moje uda, oraz wzrok chłopaka, który także milczał, jakby trawił właśnie moje słowa. Mógł się przynajmniej domyślić, dlaczego tak na niego reaguje, a tym bardziej na nazywanie mnie księżniczką. Jest to dla mnie straszne, przerażające. Tamci mężczyźni także odzywali się do mnie przesłodzonymi słówkami, gdy mnie do tego zmuszali. Otworzyłam oczy i lekko podniosłam wzrok. Spojrzałam na kruka. Na jego czarny dziób, czarne oczy i czarne pióra. Przechylił lekko łeb w bok i uważnie mi się przyglądał.
Nie miało znaczenia, czy chłopak chciał pomóc. Nawet jeśli było to szczere. Przecież Hogwart nie kończy się na samym Carter’ze. Są jeszcze inni faceci, a nawet jeśli nie oni, to dziewczyny. One są równie denerwujące do płeć męska, więc nie ma różnicy kto się mnie przyczepi. Nawet wiek nie ma znaczenia, chociaż im osoba jest starsza, jest gorsza. Jedynymi osobami które w żaden sposób się mną nie interesują, to pierwszoroczniaki. Gdyż oni nie znają „zasad” panujących w tym miejscu. Dla nich to miejsce jest święte. Szkoda, że ja tam nie myślę. Myślałam tak gdy dostałam list, potem po paru dniach przestałam w taki sposób myśleć.
- Po co chcesz mi pomóc? – zapytałam jeszcze ciszej niż wcześniej, prawie że niedosłyszalnie. Ciekawiła mnie strasznie jego odpowiedź, chociaż nie byłam pewna, czy się jej nie bać. Nie wiadomo co powie, nawet teraz ciągle milczał i patrzył to na mnie, to na ptaka. Jakby nie mógł dopuścić myśli, że takie coś może stać się w szkole. Ale wszystko jest możliwe, w każdym miejscu o każdej porze. – Czy to było tylko kłamstwo? – to pytanie było głośniejsze, jakbym go o to posądzała. Nienawidziłam, gdy ktoś mnie okłamuje w sprawach troszczenia się. Miałam już po prostu tego dosyć, znudziły mi się puste i nic nie znaczące słowa. Nie patrzyłam na niego, tylko na ptaka. Bałam się na niego spojrzeć, a parę łez dalej spływało mi po policzku.
<Christian?>
sobota, 6 sierpnia 2016
Od Erin CD Christian'a
Zaraz po powrocie do domu, chciałam zapomnieć o tym spotkaniu. Chłopak
nie przypadł mi do gustu, miał podobny wzrok do tamtych. Jego dotyk
tworzył u mnie dreszcze, nie spodobała mi się taka bliskość. A z tym
pocałunkiem w policzek przesadził. Przez niego nie mogłam spać całą noc,
gdyż koszmary powróciły. Tym razem ze zdwojoną siłą, ukazując każdy
szczegół tamtych tortur. Nie chciałam go więcej spotykać, modliłam się,
aby to był tylko sen. Ale nie był i następnego dnia, znowu go
zobaczyłam. Znowu poczułam tę straszną bliskość, jego dotyk jak i
przesłodzone słowa.
Słowo „księżniczka” krążyło mi po głowie. To było straszne, gdy się tak do mnie zwracał. Oni także nie marnowali słów i gdy byłam spokojna, nazywali mnie jak chłopak, księżniczka. Czasami dochodziło jakiegoś słowo laleczka, albo żuczek. Ale przeważnie to słyszałam tylko wyzwiska, typu dzi*ka czy suk*. Echo powstałe w moim umyśle nie dawało mi spokoju. Gdy stałam w progu, a chłopak jakby nigdy nic mówił to, co miał powiedzieć, zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest on niebezpieczny. No bo w końcu nie będę uciekać przez cały Hogwart z rękoma wymachującymi ku górze i krzycząc w niebogłosy. Chociaż była temu bardzo bliska, tak jak on ciągle trzyma się mojego ciała. To takie przerażające uczucie, gdy obca osoba jest zbyt blisko ciebie.
- Nie mów do mnie księżniczka.
Wzrok miałam zwieszony w podłodze, a mój głos był cichy, lekko się łamiący. A to tylko dlatego, że dalej nie byłam pewna, czy chłopak mi coś zrobi. Tym bardziej, że przyszliśmy do miejsca, w którym nikogo nie ma. Nie wiem czego on ode mnie chce, ale ja już mam ochotę wracać na korytarz pełny ludzi, niż być tu sam na sam z nim.
- A może Erin? – zaproponował.
Jego głos się nie zmieniał. Dalej był słodki i szarmancki, jakby bawił się w jakiegoś dżentelmena. To mnie jeszcze bardziej przerażało, gdy wypowiedział moje imię, chociaż ja mu nic o tym nie wspominałam.
- Skąd wiesz… - lekko podniosłam zdenerwowana wzrok do góry, jednak zwiesiłam go na ścianie. Nie miałam odwagi podnieść go wyżej i spojrzeć w jego oczy.
Cicho się zaśmiał, jakby się w coś bawił i zabawa szła po jego myśli. Podszedł jeszcze parę kroków do mnie, na co ja się zaczęłam odsuwać. Odpowiedział, że usłyszał je kiedyś i zapadło w jego pamięci. Gdy za moimi plecami poczułam ścianę i już nie mogłam się odsunąć, podniosłam wzrok na chłopaka, który znowu był tylko parę centymetrów ode mnie. Był o wiele wyższy, tak więc musiałam zadzierać głowę do góry, aby spojrzeć na jego twarz. Jednak nie patrzyłam na niego długo, zaledwie parę sekund. Gdy zobaczyłam tą pewną siebie twarz, pożądanie w oczach, jak i ten diabelski uśmiech, przeraziłam się.
- Ja nazywam się Christian.
Przedstawił się, a ja znowu zwiesiłam wzrok w podłodze. Zamknęłam mocno oczy. Znowu miałam przed sobą te cholerne obrazy, które już nigdy nie opuszczą mej pamięci, zostaną tam do końca życia i będą mnie ciągle nawiedzać w najgorszych momentach. A jednym z najgorszych chwil to była ta, gdy owy Christian był bardzo mnie blisko. Czułam wręcz na sobie jego zimny oddech. Znowu stałam się cała czerwona, czułam to.
Byłam w pewnym stopniu ciekawa, co musiał zrobić z Carterem. Zapewne mu pogratulował pomysłu i zaproponował swoją pomoc. Pewnie dlatego teraz jest tak blisko mnie i próbuje ze mną rozmawiać. Ja za to zaczynam się karcić w myślach, że nie potrafię byś silniejsza i go uderzyć. Uderzyć wszystkich ludzi wokół siebie, abym w końcu miała spokój.
Ale jestem na to za słaba.
- Odsuń się – podniosłam ręce i położyłam na jego torsie, aby go odepchnąć. Nie wiele to dało, jedynie lekko drgnął. Znowu usłyszałam jego cichy śmiech, a na twarzy miał uśmiech. JA za to się coraz bardziej denerwowałam i chciałam jak najszybciej stąd zniknąć. Ale na razie to jestem przygnieciona do ściany, przez jakiegoś chłopaka, który strasznie przypominał Ich.
- Proszę… - zamknęłam oczy i jeszcze raz spróbowałam go ode pchać.
<Christian?>
Słowo „księżniczka” krążyło mi po głowie. To było straszne, gdy się tak do mnie zwracał. Oni także nie marnowali słów i gdy byłam spokojna, nazywali mnie jak chłopak, księżniczka. Czasami dochodziło jakiegoś słowo laleczka, albo żuczek. Ale przeważnie to słyszałam tylko wyzwiska, typu dzi*ka czy suk*. Echo powstałe w moim umyśle nie dawało mi spokoju. Gdy stałam w progu, a chłopak jakby nigdy nic mówił to, co miał powiedzieć, zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest on niebezpieczny. No bo w końcu nie będę uciekać przez cały Hogwart z rękoma wymachującymi ku górze i krzycząc w niebogłosy. Chociaż była temu bardzo bliska, tak jak on ciągle trzyma się mojego ciała. To takie przerażające uczucie, gdy obca osoba jest zbyt blisko ciebie.
- Nie mów do mnie księżniczka.
Wzrok miałam zwieszony w podłodze, a mój głos był cichy, lekko się łamiący. A to tylko dlatego, że dalej nie byłam pewna, czy chłopak mi coś zrobi. Tym bardziej, że przyszliśmy do miejsca, w którym nikogo nie ma. Nie wiem czego on ode mnie chce, ale ja już mam ochotę wracać na korytarz pełny ludzi, niż być tu sam na sam z nim.
- A może Erin? – zaproponował.
Jego głos się nie zmieniał. Dalej był słodki i szarmancki, jakby bawił się w jakiegoś dżentelmena. To mnie jeszcze bardziej przerażało, gdy wypowiedział moje imię, chociaż ja mu nic o tym nie wspominałam.
- Skąd wiesz… - lekko podniosłam zdenerwowana wzrok do góry, jednak zwiesiłam go na ścianie. Nie miałam odwagi podnieść go wyżej i spojrzeć w jego oczy.
Cicho się zaśmiał, jakby się w coś bawił i zabawa szła po jego myśli. Podszedł jeszcze parę kroków do mnie, na co ja się zaczęłam odsuwać. Odpowiedział, że usłyszał je kiedyś i zapadło w jego pamięci. Gdy za moimi plecami poczułam ścianę i już nie mogłam się odsunąć, podniosłam wzrok na chłopaka, który znowu był tylko parę centymetrów ode mnie. Był o wiele wyższy, tak więc musiałam zadzierać głowę do góry, aby spojrzeć na jego twarz. Jednak nie patrzyłam na niego długo, zaledwie parę sekund. Gdy zobaczyłam tą pewną siebie twarz, pożądanie w oczach, jak i ten diabelski uśmiech, przeraziłam się.
- Ja nazywam się Christian.
Przedstawił się, a ja znowu zwiesiłam wzrok w podłodze. Zamknęłam mocno oczy. Znowu miałam przed sobą te cholerne obrazy, które już nigdy nie opuszczą mej pamięci, zostaną tam do końca życia i będą mnie ciągle nawiedzać w najgorszych momentach. A jednym z najgorszych chwil to była ta, gdy owy Christian był bardzo mnie blisko. Czułam wręcz na sobie jego zimny oddech. Znowu stałam się cała czerwona, czułam to.
Byłam w pewnym stopniu ciekawa, co musiał zrobić z Carterem. Zapewne mu pogratulował pomysłu i zaproponował swoją pomoc. Pewnie dlatego teraz jest tak blisko mnie i próbuje ze mną rozmawiać. Ja za to zaczynam się karcić w myślach, że nie potrafię byś silniejsza i go uderzyć. Uderzyć wszystkich ludzi wokół siebie, abym w końcu miała spokój.
Ale jestem na to za słaba.
- Odsuń się – podniosłam ręce i położyłam na jego torsie, aby go odepchnąć. Nie wiele to dało, jedynie lekko drgnął. Znowu usłyszałam jego cichy śmiech, a na twarzy miał uśmiech. JA za to się coraz bardziej denerwowałam i chciałam jak najszybciej stąd zniknąć. Ale na razie to jestem przygnieciona do ściany, przez jakiegoś chłopaka, który strasznie przypominał Ich.
- Proszę… - zamknęłam oczy i jeszcze raz spróbowałam go ode pchać.
<Christian?>
Od Erin CD Xavier'a
Cztery dni? Nie mogłam zbytnio w to uwierzyć, ale po co chłopak miał mnie okłamywać? Zapewne musiałam mocno uderzyć się w głowę.
Szedł w kierunku drzwi. Patrzyłam jak wychodzi i je zamyka za sobą. Położyłam się na łóżku i patrzyłam się w sufit. Próbowałam wyobrazić sobie całe zajście tamtego dnia, gdy to pani Hooch postanowiła sprawdzić nasze umiejętności i zorganizowała wyścig. Dopiero gdy zamknęłam oczy, mogłam sobie przypomnieć jak to wylądowałam na murze, uderzając głową o kamienie.Do tego w głowie pojawiło mi się echo tego parszywego śmiechu. Należał on do rudej małpy, Elain'y Crootch. Nienawidziła mnie równie dobrze jak reszta dziewczyn i oczywiście nie mogła się powstrzymać, przed spowodowaniem mojej czterodniowej śpiączki. Wrdna su*a.
Leżałam na łóżku z zamkniętymi oczami, jednak nie mogłam zasnąć. Nie zmieniałam pozycji, aż do przyjścia pielęgniarki. Nazywała się ona Poppy. Było to dla mnie zabawne imię.Nazwisko zaś brzmiało Pomfrey. Muszę przyznać, że te człony pasowały do siebie idealnie i wspaniale oddawały charakter tej kobiety - miła, pomocna, współczująca, szczera. W tej chwili tylko te cztery cechy potrafiłam sobie wymienić w głowie, gdy ją zobaczyłam. Podała mi tacę ze śniadaniem, a gdy napełniłam swój brzuch, kobieta wytłumaczyła mi parę spraw. Otóż w rzeczywistości leżałam cztery dni, doznałam lekkiego wstrząsu, ale na niczym złym się nie zakończyło. Jedynie będę musiała smarować głowę i ją bandażować, aby guzy, siniaki, jak sam ból, jak najszybciej mi minął. Od pani Hooch dostałam pozwolenie na nie branie udziału w kilku lekcjach, aż do całkowitego wyzdrowienia. Miotła oczywiście się połamała, uderzając o jakieś kamienie, a następnie wpadając do jeziora. Zaraz po tych informacjach, jak i ogólnym zbadaniu, mogłam wyjść z pomieszczenia. Było wtedy już południe, dwie godziny przed obiadem.
Te dwie godziny spędziłam w swoim pokoju, gdy reszta kończyła lekcję. Po drodze spotkałam paru uczniów, którzy patrzyli na mnie dziwnie, albo jak na głupią, albo jakbym była jakimś potworem. Ravenclaw, czwarty rok, oczywiście śmiał się na mój widok. Grupa dziewczyn stojąca pod drzewem, jak i kilku chłopaków opierających się o ścianę. Ominęłam ich wszystkich w ciszy, bez większych słów, chociaż korciło mnie, aby rzucić na nich jakieś zaklęcie, z którego by się zwijali z bólu. Ale nie mogłam, to było zakazane.
Wzięłam prysznic i się przebrałam. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, a gdy poczułam ten miękki materiał i delikatną tkaninę, poczułam zmęczenie. Nastawiła budzik, który miał mnie obudzić na obiad. Położyłam go pod poduszkę, po czym głowę opadłam na niej, przykryłam tylko nogi kołdrą i zamknęłam oczy. Zasnęłam praktycznie od razu, po paru sekundach.
Śniła mi się powtórka tego dnia, w którym wylądowałam na moście i straciłam przytomność. Jednak tym razem bardzo dokładnie widziałam ten jej małpi ryj, z rudymi kłakami. W głowie słyszałam jej śmiech i znowu poczułam ten intensywny ból głowy, jakby czarny koń przebiegł przez korytarze mojego umysłu, stukając kopytami o metalową podłogę. Obudziłam się odczuwając ogromny ból, a budzik, który włączył się po dwóch sekundach, tylko go nasilił. Wyłączyłam szybko tą okropną melodię, po czym postawiłam nogi na ziemi i załapałam się za głowę. Zacisnęłam zęby i oczy, by po kilku minutach wstać i wziąć tabletkę na głowę. Samo wstanie i uspokojenie się po śnie sprawiło, że ból nieco zmalał. Tak czy siak nie zważając na niego, musiałam się pojawić na obiedzie. Inaczej bym się zagłodziła na śmierć, a nie mam zamiaru sprawiać tym nikomu radości. Nikomu. A tym bardziej mojej klasie.
Ubrałam buty i się uczesałam. Obmyłam twarz zimną wodą, po czym zaczęłam schodzić do sali obiadowej. Gdy tylko wyszłam z pokoju, poczułam ten wspaniały zapach przyrządzonych dań. Pieczone ziemniaki, smażone mięso... praktycznie na stołach było wszystko co było możliwe. I dobrze. Gdy tylko weszłam przez ogromne wrota, nikt nie zwrócił na mnie uwagi, nie licząc tylko tych pojedynczych wzroków. Rozejrzałam się w poszukiwaniu miejsca dla siebie. Niestety wszystko było zajęte, nawet w miejscach, gdzie gdyby się osoba podsunęła starczyłoby miejsca jeszcze dla dwóch. Wzrokiem udało mi się odnaleźć jedną szparę, przy tym chłopaku, który przyszedł do szpitala dziś rano. Podeszłam do niego, z wielką nadzieją.
- Mogę tu usiąść?
<Xavier?>
Szedł w kierunku drzwi. Patrzyłam jak wychodzi i je zamyka za sobą. Położyłam się na łóżku i patrzyłam się w sufit. Próbowałam wyobrazić sobie całe zajście tamtego dnia, gdy to pani Hooch postanowiła sprawdzić nasze umiejętności i zorganizowała wyścig. Dopiero gdy zamknęłam oczy, mogłam sobie przypomnieć jak to wylądowałam na murze, uderzając głową o kamienie.Do tego w głowie pojawiło mi się echo tego parszywego śmiechu. Należał on do rudej małpy, Elain'y Crootch. Nienawidziła mnie równie dobrze jak reszta dziewczyn i oczywiście nie mogła się powstrzymać, przed spowodowaniem mojej czterodniowej śpiączki. Wrdna su*a.
Leżałam na łóżku z zamkniętymi oczami, jednak nie mogłam zasnąć. Nie zmieniałam pozycji, aż do przyjścia pielęgniarki. Nazywała się ona Poppy. Było to dla mnie zabawne imię.Nazwisko zaś brzmiało Pomfrey. Muszę przyznać, że te człony pasowały do siebie idealnie i wspaniale oddawały charakter tej kobiety - miła, pomocna, współczująca, szczera. W tej chwili tylko te cztery cechy potrafiłam sobie wymienić w głowie, gdy ją zobaczyłam. Podała mi tacę ze śniadaniem, a gdy napełniłam swój brzuch, kobieta wytłumaczyła mi parę spraw. Otóż w rzeczywistości leżałam cztery dni, doznałam lekkiego wstrząsu, ale na niczym złym się nie zakończyło. Jedynie będę musiała smarować głowę i ją bandażować, aby guzy, siniaki, jak sam ból, jak najszybciej mi minął. Od pani Hooch dostałam pozwolenie na nie branie udziału w kilku lekcjach, aż do całkowitego wyzdrowienia. Miotła oczywiście się połamała, uderzając o jakieś kamienie, a następnie wpadając do jeziora. Zaraz po tych informacjach, jak i ogólnym zbadaniu, mogłam wyjść z pomieszczenia. Było wtedy już południe, dwie godziny przed obiadem.
Te dwie godziny spędziłam w swoim pokoju, gdy reszta kończyła lekcję. Po drodze spotkałam paru uczniów, którzy patrzyli na mnie dziwnie, albo jak na głupią, albo jakbym była jakimś potworem. Ravenclaw, czwarty rok, oczywiście śmiał się na mój widok. Grupa dziewczyn stojąca pod drzewem, jak i kilku chłopaków opierających się o ścianę. Ominęłam ich wszystkich w ciszy, bez większych słów, chociaż korciło mnie, aby rzucić na nich jakieś zaklęcie, z którego by się zwijali z bólu. Ale nie mogłam, to było zakazane.
Wzięłam prysznic i się przebrałam. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, a gdy poczułam ten miękki materiał i delikatną tkaninę, poczułam zmęczenie. Nastawiła budzik, który miał mnie obudzić na obiad. Położyłam go pod poduszkę, po czym głowę opadłam na niej, przykryłam tylko nogi kołdrą i zamknęłam oczy. Zasnęłam praktycznie od razu, po paru sekundach.
Śniła mi się powtórka tego dnia, w którym wylądowałam na moście i straciłam przytomność. Jednak tym razem bardzo dokładnie widziałam ten jej małpi ryj, z rudymi kłakami. W głowie słyszałam jej śmiech i znowu poczułam ten intensywny ból głowy, jakby czarny koń przebiegł przez korytarze mojego umysłu, stukając kopytami o metalową podłogę. Obudziłam się odczuwając ogromny ból, a budzik, który włączył się po dwóch sekundach, tylko go nasilił. Wyłączyłam szybko tą okropną melodię, po czym postawiłam nogi na ziemi i załapałam się za głowę. Zacisnęłam zęby i oczy, by po kilku minutach wstać i wziąć tabletkę na głowę. Samo wstanie i uspokojenie się po śnie sprawiło, że ból nieco zmalał. Tak czy siak nie zważając na niego, musiałam się pojawić na obiedzie. Inaczej bym się zagłodziła na śmierć, a nie mam zamiaru sprawiać tym nikomu radości. Nikomu. A tym bardziej mojej klasie.
Ubrałam buty i się uczesałam. Obmyłam twarz zimną wodą, po czym zaczęłam schodzić do sali obiadowej. Gdy tylko wyszłam z pokoju, poczułam ten wspaniały zapach przyrządzonych dań. Pieczone ziemniaki, smażone mięso... praktycznie na stołach było wszystko co było możliwe. I dobrze. Gdy tylko weszłam przez ogromne wrota, nikt nie zwrócił na mnie uwagi, nie licząc tylko tych pojedynczych wzroków. Rozejrzałam się w poszukiwaniu miejsca dla siebie. Niestety wszystko było zajęte, nawet w miejscach, gdzie gdyby się osoba podsunęła starczyłoby miejsca jeszcze dla dwóch. Wzrokiem udało mi się odnaleźć jedną szparę, przy tym chłopaku, który przyszedł do szpitala dziś rano. Podeszłam do niego, z wielką nadzieją.
- Mogę tu usiąść?
<Xavier?>
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Od Erin CD Xavier'a
Nie miałam ochoty na rozmowę z obcym chłopakiem. Z niepewnością przedstawiłam się i poinformowałam go, gdzie należę. Na jego twarzy widniał uśmiech, jakby radość. Ale czemu? Do tego był strasznie miły, co było dosyć podejrzliwe.
"Nie oceniaj po wyglądzie"
Xaviera'a spotkałam zaraz po tym, gdy odbyłam kolejną ważną lekcje z woźnym o tym, aby nie szarpać się z innymi uczniami. Oczywiście to oni miotali mną, ja próbowałam się tylko wyrwać, ale on widział oczywiście odwrotnie. To ja niby nimi rzucałam o ściany, co nie?
"To ty ich sprowokowałaś jak zawsze. To ty jesteś temu winna."
Tym razem niestety nie byłam obecna na lekcji. Miałam dosyć na dzisiaj. Poszłam do Hagrida, aby w czymś pomóc. W czymkolwiek. Wtedy bym miała usprawiedliwienie, dlaczego nie było mnie na lekcji. Już wiele razy to robiłam, a gajowy na szczęście nie pytał jaki jest tego powód. On po prostu świadomie mi pomagał, bez wiedzy dlaczego. Niestety nie ważne jak bardzo mu ufałam, niczego mu nie powiedziałam o swojej przeszłości. Jedynie opowiedziałam mu kłamstwo. Że byłam sierotą, którą zaadoptowała rodzina z Londynu. I tyle. Gdyby cokolwiek się rozniosło po Hogwarcie, wtedy to dla każdego stałabym się zapewne zwykłą dzi*ką. Niczym więcej.
Z Hagridem zazwyczaj mogłam rozmawiać do wieczora, pomagać mu, ale nie dzisiaj. Posiedziałam u niego tylko godzinę. Namówił mnie na pójście na kolejne lekcje, gdyż on sam musiał wyjechać do Rzymu na parę dni. Nie ukrywając lekkiego smutku, wróciłam do szkoły. Akurat na lekcję latania.
Podstawy mieliśmy już za sobą. Czwarte roczniki latały normalnie, pod dozorem pani Hooch. Nic więcej, nie licząc wyścigu. Dzisiaj cała klasa miała się ścigać, a najlepsi zostaną wyróżnieni. Czym? Nie wiadomo. Dobrymi ocenami? Możliwe.
Po zajęciu swoich miejsc na starcie, nauczycielka stanęła przed nami.
- Tylko bez żadnych nieczystych zagrań - po tych słowach, po kilku sekundach nastąpił gwizd i każdy na miotle wzleciał w górę. Ja także. Oraz ten chłopak, którego spotkałam niedawno. Stał z tyłu, a ja z przodu. Nie patrzyłam na niego, tylko od razu świsnęłam nad głową Hooch i jak wszyscy inni zaczęłam lecieć w stronę muru. Miały być trzy okrążenia całego Hogwartu. Leciałam jak najszybciej, byłam w pierwszej piątce. Umożliwiała mi to także miotła, która należała do tych najlepszych.
Pierwsze kółko. Dalej jestem w pierwszej piątce.
Drugie kółko. Dwóch mnie wyprzedziło, ale po jakimś czasie to ja wyprzedziłam trzech.
Trzecie kółko. Byłam trzecia i zbliżałam się do samego początku. I nagle coś zakręciło moją miotłą.
Przy moście zaczęłam się kręcić.
- Nie wychylaj się pizd* - usłyszałam tylko śmiech oraz świst wiatru, który gwizdał mi w uszach, gdy to z pierwszych miejsc, wylądowałam na ostatnie. I w sumie już nie leciałam. Tylko kręciłam się wzdłuż własnej osi, by po chwili upaść na moście. Miotła wyleciała gdzieś za mostem, a ja sama uderzyłam o ścianę głową.
Ciemność.
Martwa ciemność. Cisza.
I nagle światło, które mnie oślepiło.
Ból głowy.
Znajdowałam się w łóżku szpitalnym, a głowę miałam zabandażowaną. Czułam jak mi pulsuje. Pamiętałam wszystko bardzo dobrze. Gdy tylko zaczęłam się kręcić i tracić kontrolę nad własną miotłą, usłyszałam śmiech dziewczyny. Ale nie wiem której. W sumie to nie było ważne. Moje wylądowanie na moście i za pewnie połamanie się miotły uznają za wypadek. Że za szybko leciała i nie uważałam. I że jestem sama temu winna. Usiadłam na łóżku i się rozejrzałam. Nie było tu nikogo, nawet pielęgniarki. Spojrzałam na zegar, dochodził właśnie ranek i wszyscy się dopiero budzili. Nie wiem ile byłam nieprzytomna, zapewne tylko dzień lub dwa. Nogi położyłam na ziemi, po czym wstałam. Złapałam się za szufladę i po chwili usłyszałam, jak drzwi się otwierają, pomału, jakby ten ktoś uważał, że ja dalej śpię i nie chciał mnie obudzić. Myślałam, że to była pielęgniarka. Ale kroki były jakby cięższe. Gdy się odwróciłam, siadając z powrotem na łóżko, gdyż dłużej nie mogłam ustać, zobaczyłam tego brązowowłosego chłopaka.
- To ty.
<Xavier?>
"Nie oceniaj po wyglądzie"
Xaviera'a spotkałam zaraz po tym, gdy odbyłam kolejną ważną lekcje z woźnym o tym, aby nie szarpać się z innymi uczniami. Oczywiście to oni miotali mną, ja próbowałam się tylko wyrwać, ale on widział oczywiście odwrotnie. To ja niby nimi rzucałam o ściany, co nie?
"To ty ich sprowokowałaś jak zawsze. To ty jesteś temu winna."
Tym razem niestety nie byłam obecna na lekcji. Miałam dosyć na dzisiaj. Poszłam do Hagrida, aby w czymś pomóc. W czymkolwiek. Wtedy bym miała usprawiedliwienie, dlaczego nie było mnie na lekcji. Już wiele razy to robiłam, a gajowy na szczęście nie pytał jaki jest tego powód. On po prostu świadomie mi pomagał, bez wiedzy dlaczego. Niestety nie ważne jak bardzo mu ufałam, niczego mu nie powiedziałam o swojej przeszłości. Jedynie opowiedziałam mu kłamstwo. Że byłam sierotą, którą zaadoptowała rodzina z Londynu. I tyle. Gdyby cokolwiek się rozniosło po Hogwarcie, wtedy to dla każdego stałabym się zapewne zwykłą dzi*ką. Niczym więcej.
Z Hagridem zazwyczaj mogłam rozmawiać do wieczora, pomagać mu, ale nie dzisiaj. Posiedziałam u niego tylko godzinę. Namówił mnie na pójście na kolejne lekcje, gdyż on sam musiał wyjechać do Rzymu na parę dni. Nie ukrywając lekkiego smutku, wróciłam do szkoły. Akurat na lekcję latania.
Podstawy mieliśmy już za sobą. Czwarte roczniki latały normalnie, pod dozorem pani Hooch. Nic więcej, nie licząc wyścigu. Dzisiaj cała klasa miała się ścigać, a najlepsi zostaną wyróżnieni. Czym? Nie wiadomo. Dobrymi ocenami? Możliwe.
Po zajęciu swoich miejsc na starcie, nauczycielka stanęła przed nami.
- Tylko bez żadnych nieczystych zagrań - po tych słowach, po kilku sekundach nastąpił gwizd i każdy na miotle wzleciał w górę. Ja także. Oraz ten chłopak, którego spotkałam niedawno. Stał z tyłu, a ja z przodu. Nie patrzyłam na niego, tylko od razu świsnęłam nad głową Hooch i jak wszyscy inni zaczęłam lecieć w stronę muru. Miały być trzy okrążenia całego Hogwartu. Leciałam jak najszybciej, byłam w pierwszej piątce. Umożliwiała mi to także miotła, która należała do tych najlepszych.
Pierwsze kółko. Dalej jestem w pierwszej piątce.
Drugie kółko. Dwóch mnie wyprzedziło, ale po jakimś czasie to ja wyprzedziłam trzech.
Trzecie kółko. Byłam trzecia i zbliżałam się do samego początku. I nagle coś zakręciło moją miotłą.
Przy moście zaczęłam się kręcić.
- Nie wychylaj się pizd* - usłyszałam tylko śmiech oraz świst wiatru, który gwizdał mi w uszach, gdy to z pierwszych miejsc, wylądowałam na ostatnie. I w sumie już nie leciałam. Tylko kręciłam się wzdłuż własnej osi, by po chwili upaść na moście. Miotła wyleciała gdzieś za mostem, a ja sama uderzyłam o ścianę głową.
Ciemność.
Martwa ciemność. Cisza.
I nagle światło, które mnie oślepiło.
Ból głowy.
Znajdowałam się w łóżku szpitalnym, a głowę miałam zabandażowaną. Czułam jak mi pulsuje. Pamiętałam wszystko bardzo dobrze. Gdy tylko zaczęłam się kręcić i tracić kontrolę nad własną miotłą, usłyszałam śmiech dziewczyny. Ale nie wiem której. W sumie to nie było ważne. Moje wylądowanie na moście i za pewnie połamanie się miotły uznają za wypadek. Że za szybko leciała i nie uważałam. I że jestem sama temu winna. Usiadłam na łóżku i się rozejrzałam. Nie było tu nikogo, nawet pielęgniarki. Spojrzałam na zegar, dochodził właśnie ranek i wszyscy się dopiero budzili. Nie wiem ile byłam nieprzytomna, zapewne tylko dzień lub dwa. Nogi położyłam na ziemi, po czym wstałam. Złapałam się za szufladę i po chwili usłyszałam, jak drzwi się otwierają, pomału, jakby ten ktoś uważał, że ja dalej śpię i nie chciał mnie obudzić. Myślałam, że to była pielęgniarka. Ale kroki były jakby cięższe. Gdy się odwróciłam, siadając z powrotem na łóżko, gdyż dłużej nie mogłam ustać, zobaczyłam tego brązowowłosego chłopaka.
- To ty.
<Xavier?>
wtorek, 26 lipca 2016
Od Erin Do Christian'a
- Zostaw mnie - mruknęłam trochę przestraszona.
O dwa lata ode mnie starszy Sam Carter tylko prychnął zirytowany, po czym mnie puścił. Zdjął dłoń z moich pleców, chociaż raczej schodził nią w dół, a do samych pośladków. Za nim jednak doszło do tego pod ubranie, udało mi się go od siebie odsunąć. Na jego twarzy pojawiło się rozczarowanie, któremu towarzyszy gniew w oczach. Przełknęłam głośno ślinę, po czym pobiegłam wzdłuż korytarza, uciekając od niego. Czułam jeszcze jego wzrok na sobie, który zniknął dopiero wtedy, gdy ja sama zniknęłam za rogiem. Niestety pech dalej mnie nie opuszczał i gdy tylko skręciłam, wpadłam na jakąś osobę. W pośpiechu ją przeprosiłam, słysząc od niej, a raczej od niego liczne przekleństwa. Niestety to ja wylądowałam na ziemi. On stał nade mną i patrzył uważnie, a na jego twarzy mogłam zauważyć gniew. "Czy ten dzień nie może się rozpocząć normalnie?" pytam się z żalem samą siebie w myślach, po czym spoglądam na wysokiego, naprawdę wysokiego chłopaka, o wysportowanym ciele, czarnych włosach i tego samego koloru oczach.
- Wybacz - podnoszę się automatycznie, gdy widzę kątem oka jak poprzedni chłopak idzie w moją stronę. Poprawiłam tylko ramię bluzki chowając ramiączko, po czym wyminęłam tajemniczego chłopaka, który zapewne był ode mnie także starszy, po czym wybiegłam z budynku. Zatrzymałam się dopiero na podwórku, gdzie mogłam wmieszać się w tłum ludzi. Tam mnie już nie mógł znaleźć.
Wróciłam do swego pokoju, aby się przebrać. Dzisiaj mieliśmy wolne, a ja oczywiście to wykorzystywałam podczas pomocy dla Hagrida. Poszłam z nim do lasu, w którym przez gryfa zostałam całkowicie umorusana błotem. Najpierw weszłam pod prysznic, a gdy już nie czułem nigdzie warstwy błota, zła na siebie wyszłam w ręczniku, zapominając o przyniesieniu sobie ubrań. Niestety moje szafki były puste. Przeleciałam także po innych szafkach i wszystkich kątach. Nie miałam się po prostu w co ubrać. Nieco wystraszona, ubrałam szlafrok. Byłam zmuszona wyjść tak po ciszy nocnej w poszukiwaniu swoich rzeczy. Miałam złe przeczucie, że mnie złapią i dostanę karę, ale lepsze to, niż chodzenie goła w samym szlafroku, bo jacyś idioci zrobili mi kawał, chowając moje ubrania po całej szkole..
Gdy byłam pewna, że dziewczyna z którą dzielę pokój zasnęła, wymknęłam się z pokoju. Zaczęłam oczywiście od korytarzy, gdzie to zawsze one wisiały. To drugi raz, gdy robią mi taki kawał. To za pewne zemsta chłopaka, że nie poszłam z nim do łóżka.
- Gorzej być nie może - mruknęłam zrezygnowana, gdy po przejściu prawie całej szkoły, niczego nie znalazłam. Zrezygnowana miałam już zamiar wracać do siebie, gdy dostrzegłam rękaw jakiejś zielonej bluzki. Podbiegłam pod kolumny i zobaczyłam praktycznie wszystkie swoje ubrania, które były na chama wciśnięte w jakiś kąt. Spojrzałam wpierw na marmurową kolumnę, by po chwili jakimś cudem się na nią wspiąć. Jak mi się to udało? Nie ma pojęcia, ale pomogłam sobie sznurkiem od szlafroka. Miałam szczęście, że nikogo tu nie ma. Co by wtedy było... A gdyby to był nauczyciel?! Chociaż... nie wiem co by było gorsze. Spotkanie nauczyciela, praktycznie goła, czy jakiegoś ucznia, przez którego stanę się pośmiewiskiem szkoły... Chyba to pierwsze, nie? A z resztą...
Byłam już najwyżej jak się dało, ale niestety dalej nie sięgałam do jakiegokolwiek ubrania. Nie licząc sznurówki buta. Próbowałam ją złapać chociaż opuszkiem palców. Usłyszałam wtedy kroki i w panice puściłam sznurek, przez co poleciałam do tyłu. Jeszcze podczas lodu próbowałam złapać się czegokolwiek, ale nie udało mi się. Efektem końcowym było wylądowanie na kimś... Jakiś mężczyzna. Usłyszałam męski jęk, a mnie strach zmroził w żyłach. Nie macie pojęcia, jak się boję takich sytuacji. Praktycznie naga lądujesz na jakimś mężczyźnie w środku nocy, w pustym miejscu. Idealna sytuacja na... nie ważne. nie chcę tego wspominać. Szybko zeszłam z tego kogoś. Znowu usłyszałam przekleństwa, a twarz wydała mi się znajoma. Tak, to byłe ten chłopak, na którego wpadłam dzisiaj rano, gdy uciekałam od Sama. Patrzył na mnie... jakimś dziwnym wzrokiem. Ja tylko zaczęłam go przepraszać do momentu, gdy moje ukochane buciki nie postanowiły w końcu wyjść z ukrycia. Najpierw dwa buty na głowie, a następnie parę ubrań. Szkoda, że i tak to nie były wszystkie. Ale wracając do tego momentu... Wokół mnie rozwaliły się moje ubrania, a na samej głowie wylądowały oczywiście moje gacie. Tak się zawstydziłam, że miałam całą twarz zaczerwienioną, a moje usta się zamknęły. Ogarnął mnie wstyd, jak i strach. Do tego ta cisza...
<Christian?>
O dwa lata ode mnie starszy Sam Carter tylko prychnął zirytowany, po czym mnie puścił. Zdjął dłoń z moich pleców, chociaż raczej schodził nią w dół, a do samych pośladków. Za nim jednak doszło do tego pod ubranie, udało mi się go od siebie odsunąć. Na jego twarzy pojawiło się rozczarowanie, któremu towarzyszy gniew w oczach. Przełknęłam głośno ślinę, po czym pobiegłam wzdłuż korytarza, uciekając od niego. Czułam jeszcze jego wzrok na sobie, który zniknął dopiero wtedy, gdy ja sama zniknęłam za rogiem. Niestety pech dalej mnie nie opuszczał i gdy tylko skręciłam, wpadłam na jakąś osobę. W pośpiechu ją przeprosiłam, słysząc od niej, a raczej od niego liczne przekleństwa. Niestety to ja wylądowałam na ziemi. On stał nade mną i patrzył uważnie, a na jego twarzy mogłam zauważyć gniew. "Czy ten dzień nie może się rozpocząć normalnie?" pytam się z żalem samą siebie w myślach, po czym spoglądam na wysokiego, naprawdę wysokiego chłopaka, o wysportowanym ciele, czarnych włosach i tego samego koloru oczach.
- Wybacz - podnoszę się automatycznie, gdy widzę kątem oka jak poprzedni chłopak idzie w moją stronę. Poprawiłam tylko ramię bluzki chowając ramiączko, po czym wyminęłam tajemniczego chłopaka, który zapewne był ode mnie także starszy, po czym wybiegłam z budynku. Zatrzymałam się dopiero na podwórku, gdzie mogłam wmieszać się w tłum ludzi. Tam mnie już nie mógł znaleźć.
Wróciłam do swego pokoju, aby się przebrać. Dzisiaj mieliśmy wolne, a ja oczywiście to wykorzystywałam podczas pomocy dla Hagrida. Poszłam z nim do lasu, w którym przez gryfa zostałam całkowicie umorusana błotem. Najpierw weszłam pod prysznic, a gdy już nie czułem nigdzie warstwy błota, zła na siebie wyszłam w ręczniku, zapominając o przyniesieniu sobie ubrań. Niestety moje szafki były puste. Przeleciałam także po innych szafkach i wszystkich kątach. Nie miałam się po prostu w co ubrać. Nieco wystraszona, ubrałam szlafrok. Byłam zmuszona wyjść tak po ciszy nocnej w poszukiwaniu swoich rzeczy. Miałam złe przeczucie, że mnie złapią i dostanę karę, ale lepsze to, niż chodzenie goła w samym szlafroku, bo jacyś idioci zrobili mi kawał, chowając moje ubrania po całej szkole..
Gdy byłam pewna, że dziewczyna z którą dzielę pokój zasnęła, wymknęłam się z pokoju. Zaczęłam oczywiście od korytarzy, gdzie to zawsze one wisiały. To drugi raz, gdy robią mi taki kawał. To za pewne zemsta chłopaka, że nie poszłam z nim do łóżka.
- Gorzej być nie może - mruknęłam zrezygnowana, gdy po przejściu prawie całej szkoły, niczego nie znalazłam. Zrezygnowana miałam już zamiar wracać do siebie, gdy dostrzegłam rękaw jakiejś zielonej bluzki. Podbiegłam pod kolumny i zobaczyłam praktycznie wszystkie swoje ubrania, które były na chama wciśnięte w jakiś kąt. Spojrzałam wpierw na marmurową kolumnę, by po chwili jakimś cudem się na nią wspiąć. Jak mi się to udało? Nie ma pojęcia, ale pomogłam sobie sznurkiem od szlafroka. Miałam szczęście, że nikogo tu nie ma. Co by wtedy było... A gdyby to był nauczyciel?! Chociaż... nie wiem co by było gorsze. Spotkanie nauczyciela, praktycznie goła, czy jakiegoś ucznia, przez którego stanę się pośmiewiskiem szkoły... Chyba to pierwsze, nie? A z resztą...
Byłam już najwyżej jak się dało, ale niestety dalej nie sięgałam do jakiegokolwiek ubrania. Nie licząc sznurówki buta. Próbowałam ją złapać chociaż opuszkiem palców. Usłyszałam wtedy kroki i w panice puściłam sznurek, przez co poleciałam do tyłu. Jeszcze podczas lodu próbowałam złapać się czegokolwiek, ale nie udało mi się. Efektem końcowym było wylądowanie na kimś... Jakiś mężczyzna. Usłyszałam męski jęk, a mnie strach zmroził w żyłach. Nie macie pojęcia, jak się boję takich sytuacji. Praktycznie naga lądujesz na jakimś mężczyźnie w środku nocy, w pustym miejscu. Idealna sytuacja na... nie ważne. nie chcę tego wspominać. Szybko zeszłam z tego kogoś. Znowu usłyszałam przekleństwa, a twarz wydała mi się znajoma. Tak, to byłe ten chłopak, na którego wpadłam dzisiaj rano, gdy uciekałam od Sama. Patrzył na mnie... jakimś dziwnym wzrokiem. Ja tylko zaczęłam go przepraszać do momentu, gdy moje ukochane buciki nie postanowiły w końcu wyjść z ukrycia. Najpierw dwa buty na głowie, a następnie parę ubrań. Szkoda, że i tak to nie były wszystkie. Ale wracając do tego momentu... Wokół mnie rozwaliły się moje ubrania, a na samej głowie wylądowały oczywiście moje gacie. Tak się zawstydziłam, że miałam całą twarz zaczerwienioną, a moje usta się zamknęły. Ogarnął mnie wstyd, jak i strach. Do tego ta cisza...
<Christian?>
poniedziałek, 4 lipca 2016
"Kocham śmierć, bo tylko ona na mnie czeka"

Imię i Nazwisko: Erin Hirata
Pseudonim: Nie ma, nazywaj ją jak chcesz.
Płeć: Kobieta
Wiek: 14 lat
Rok: 4 rok
Data Urodzenia: 19 luty
Pochodzenie: Londyn
Status Krwi: Mugolak
Dom: Ravenclaw
Różdżka: Drzewo: Hikora | Rdzeń: Włos z ogona testrala | Właściwości magiczne: Znakomita do ochrony | Długość: 8½ cali
Miotła: Błyskawica
Patronus: Feniks
Głos: Christina Perri
Aparycja: Zacznijmy od tego, że Erin to niska dziewczyna (budowa po matce, około 1,60), bardzo chuda. Mało je z powodu problemów finansowych. Na nadgarstku ma tatuaż, który został jej zrobiony podczas porwania. Nadal nie wie po co. Jej włosy są proste i należy do brunetek. Często je rozpuszcza. Jej oczy są piwne, nawet trochę ciemniejsze, bo prawie nie widać tęczówki. Pomimo, że jest chuda, ma duży biust po matce oraz miednicę. Jest zgrabna. Słaba fizycznie, jednak nie psychicznie. Przestrzega zasad ubioru w szkole, jednak woli nosić luźne bluzki i spodenki. Nie nosi spódnic ani sukienek. Nie nosi także żadnych świecidełek lub czegoś w tym stylu, jedynie srebrne małe kolczyki. Nie maluje się. Jej skóra jest blada oraz gładka. Ma owalną twarz i średniej wielkości, blade usta.
Charakter: Jej największą, najbardziej widoczną i chyba główną cechą jest nieśmiałość. Nie odzywa się, jedynie słucha i odpowiada na pytania. Dzięki temu jest świetną słuchaczką i bardzo łatwo jest ją czymś zainteresować, gdyż jej dzieciństwo nie było jakieś... dziecinne? Ciekawe? Normalne? Jakoś tak. Ale co do tej nieśmiałości... na początku odrzuca od siebie bardzo wiele osób, gdyż nie wielu, praktycznie nie liczni wytrzymują jej ciszę, która może się ciągnąć wiekami. Erin uwielbia ciszę i spokój, a do tego wszystkiemu się przysłuchiwać. Co ciekawe, jest bardzo wścibska, ale ukrywa tą cechę. Dzięki dobremu słuchowi, potrafi się przysłuchiwać najcichszym rozmowom. Oczywiście informacje zostawia dla siebie i używa ich tylko w konieczności. Pozory mylą, dlatego nie zdziwcie się, ale ta dziewczyna jest bardzo mściwa, jednak strachliwa. Tak. Gdyby to było możliwe, zamordowała by wszystkich ludzi na świecie, którzy jej coś zrobili. Niestety boi się konsekwencji. Dlatego rzadko kiedy na kimś się mści, ale gdy już to robi, to na prawdę porządnie i to tak, żeby ta osoba nie miała życia. I to czasem dosłownie. Nie śmieje się i nie uśmiecha, a jeśli to już robi, to nieświadomie. Nie ma pojęcia, kiedy ostatnio się szczerze uśmiechnęła. Gdy już to robi nie wie o tym, a to tylko dlatego, że to już jej zwyczaj. Tak. Ma w zwyczaju uśmiechnąć się miło do kogoś, jednak nigdy szczerze. Pomimo, że jest nieśmiała i strachliwa, nie da sobie wejść na głowę i sobą pomiatać. Potrafi się postawić i gdy chodzi o dobro kogoś słabszego, albo co gorsza, o jej dobro, nie boi się powiedzieć tego co myśli. Jest bardzo honorowa i nie potrafi patrzeć na zło, jakie istnieje wokół, gdy ona sama może coś zdziałać i pomóc. Jednak to nie usuwa rzeczy, że boi się konsekwencji. Owszem, boi się, ale gdy już robi to, co powinna zrobić, nie myśli o tym. Nie jest ani miła, ani chamska czy obojętna. Po prostu jest nieśmiała. Wielu ludzi nie może odróżnić, co czuje w danej chwili, prócz strachu czy nieśmiałości. Jest do tego szczera do bólu. Wali prosto z mostu i ceni ludzi szczerych. Do tego jest nieźle rąbnięta. Potrafi sobie wszystko wyobrazić i opisać. Bardzo to jej w życiu pomaga. Nie potrafi nawiązać z kimś rozmowy, więc bardzo trudno jest jej nawiązać jakiekolwiek znajomości. Lubi być sama, bo wtedy jest sobą, a są cechy, których nigdy by nie chciała ukazać... Pomimo tych wszystkich pozorów, Erin jest dosyć ciekawą osóbką, a w jej głowie jest milion myśli. Nikt jej nie zrozumie, gdyż ona sama siebie jeszcze do końca nie rozgryzła.
Zainteresowania: Jest molem książkowym i nie pogardzi żadną, nie zależnie od gatunku literackiego. Uwielbia przyrodę i świetnie zna się na roślinach, jak i zwierzętach. Ogółem dziewczyna ma bardzo mało zainteresować, albo można o nich powiedzieć w ciągu jednej sekundy, gdyż nie są one za ciekawe. Uwielbia stare legendy.
Historia: Urodzona została w domu w Londynie. Urodziła się wraz z bratem i siostrą bliźniakami. Miała także dwóch starszych braci. Zaraz po narodzinach, matka zmarła z powodu raka (wszyscy się dziwili, jak to możliwe, że narodziła). Niestety poród był wczesny i siostra zmarła, a brat urodził się bez wątroby i jednego płuca oraz z chorobą serca. Ojciec nie chciał, aby się męczył, więc odłączyli go od sztucznego oddychania i zmarł. Ona miała wszystkie narządy potrzebne do życia, jednak nie miała zmysłu węchu, nie widziała na jedno oko i ma słabe kości. Od małego była rehabilitowana, aby w przyszłości dobrze funkcjonować. Gdy miała 7 lat, jednego brata zastrzelono, a drugiego powieszono na jej oczach. Po tej śmierci, została porwana na cały rok, gdzie się nią po prostu bawili. Gdy udało jej się uciec i znalazła ojca wyprowadzali się z różnych miast i chodziła do różnych szkół, aby uniknąć śmierci. Cudem uniknęła utonięcia i od tamtej pory boi się wejść do wody, aby popływać. Potem jej ojciec został zepchnięty na tory, a ona uciekła mając zaledwie 10 lat. Po tym zdarzeniu dowiedziała się, dlaczego to ją spotyka. Jej ojciec po prostu zabił rodzinę nieodpowiedniego mężczyzny, który teraz się zemści i nie spocznie póki wszystkich nie zabije. Zabrali ją do psychiatryka, bo nikt jej nie uwierzył, że ktoś chce ją zabić. Mając 11 lat uciekła z psychiatryka. Potem zamieszkała w jakiejś bogatej rodzinie, gdzie dostała list z Hogwartu...
Rodzina: Każdy zmarł na swój sposób.
Zauroczenie: ---
Partner: Kto zechce mugolaka po psychicznych przejściach?
Orientacja: Heteroseksualna
Towarzysz: Płomykówka - Lyod
Inne: Jest wychudła | Nie umie grać na żadnym instrumencie | Nie umie jeździć na łyżwach, ani wrotkach | Umie śpiewać, ale tego nie lubi, kocha za to tańczyć | Lubi stare i spokojne piosenki oraz tego co wpadnie w ucho | Nienawidzi rapu i metalu | Ma wiele ulubionych zespołów czy wykonawców | Boi się wystąpień publicznych | Lbi czytać książki | Ma klaustrofobię | Boi się spojrzeć w lustro, bo myśli, że ktoś jest po drugiej stronie i ją obserwuje | Nienawidzi czyjegoś dotyku na swoim ciele | Dogaduje się ze zwierzętami choć nie rozumie ich mowy | W rzeczywistości jest radosną dziewczyną, jednak się pogubiła
Autor: Dangerous. [H]
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szablon
Szablon ten jest autorstwa Jill ze strony Zaczarowane Szablony. Przepraszam, że nie wpisałem się na listę pobierających jednak nie mogłem jej nigdzie znaleźć. Jeżeli przeszkadza ci to, że użyłem twojego szablonu to szczerze przepraszam i mogę go zmienić.
Link do bloga Zaczarowane Szablony
Popularne posty
-
Imię i Nazwisko: Christian Salvadore Pseudonim: Chris Płeć: Mężczyzna Wiek: 19 lat Rok: 7 rok (nie zdał po przez ćpanie) Data Urodzenia...
-
Imię i Nazwisko: Co do tego, to przy narodzinach dziewczyny był mały problem. Jej rodzice jak i dziadkowie nie mogli się zdecydować jak j...
-
Imię i Nazwisko: Chłopak ten posiada ogólnie rzecz biorąc dwa imiona. Nathan i Alex. Jednak z racji, że niezbyt je lubił kazał się do siebie...
-
Imię i Nazwisko: Erin Hirata Pseudonim: Nie ma, nazywaj ją jak chcesz. Płeć: Kobieta Wiek: 14 lat Rok: 4 rok Data Urodzenia: 19 lut...
-
Imię i Nazwisko: Dziewczę to nosi jakże szlachetne imię, Debbra. Jej nazwisko jest równie szlachetne, a brzmi ono Cadwallader. Pseudonimy: ...